Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Kradzieże w schroniskach

Boso w górach puszczeni

NPM 2/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Bazylczuk
(fot. Albin Marciniak)
W schroniskach górskich normą jest, że buty po wędrówce zostawia się na korytarzu lub w przygotowanej suszarni. Czasem gospodarze wręcz tego wymagają, co nie jest problemem, jeśli ma się pewność, że obuwie rano będzie tam, gdzie się je zostawiło. Niestety, przestało być to takie oczywiste. Kradzieże butów w schroniskach stają się powoli plagą. 

Góry nigdy nie były całkowicie wolne od złodziei, ale ci brali za cel raczej stacje narciarskie i miejsca, gdzie mogli kraść narty czy inny wart krocie sprzęt, a następnie uciec bez konieczności kilkugodzinnego maszerowania po szlaku. W schroniskach, pod które nie można podjechać autem, problemu kradzieży niemal nie było. Wprawdzie chyba każdemu, kto dużo chodzi po górach, zdarzało się wracać do domu bez jakiegoś elementu przywiezionego sprzętu, lecz sytuacje takie – chociaż oczywiście przykre – były niemal zawsze pokłosiem własnego roztargnienia bądź roztrzepania innego turysty, który w ferworze pakowania miał problem odróżnić swój termos od cudzego. Oczywiście zdarzały się sytuacje, kiedy okazywało się, że pozostawiony na chwilę portfel lub czekan był dla kogoś zbyt dużą pokusą. W końcu mówi się, że okazja czyni złodzieja, lecz podobne kradzieże to w górach incydenty niezwykle rzadkie. Tym większym wstrząsem było to, co wydarzyło się jesienią 2017 roku w wielu górskich schroniskach i innych obiektach służących turystom.
 
Złodziej z rozeznaniem
Złodziej lub złodzieje atakowali w różnych zakątkach Beskidów. Kradzieże odnotowano w co najmniej ośmiu obiektach – na Hali Lipowskiej, Hali Rysiance, Hali Rycerzowej, Krawcowym Wierchu oraz w Chatce na Adamach i Chacie na Zagroniu w Beskidzie Żywieckim. Do przykrych sytuacji doszło także na Turbaczu i w Starych Wierchach w Gorcach. Ginęły przede wszystkim buty trekkingowe, ale łupem złodziei padał też inny sprzęt, jak stuptuty czy kijki.
– Powiem szczerze, jako turysta wędrujący i regularnie zostawiający swoje buty przed wejściem do pokoju schroniska, nie zazdroszczę ofiarom kradzieży ani gospodarzom tych obiektów. Tak zachować mogli się tylko „pseudoturyści” – przyznaje ze smutkiem Jolanta Śledzińska, sekretarz PTTK, i dodaje: – Do tej pory bez problemu można też było zostawić swoje buty i odzież w suszarni, a takie miejsca ma 17 naszych schronisk. Nigdy nie było sytuacji, aby coś zginęło.
Także Bogumiła Długopolska,  prowadząca schroniska na Turbaczu i Starych Wierchach1, twierdzi, że pierwszy raz spotkała się z podobną kradzieżą. Okazuje się jednak, że znikanie górskiego obuwia nie jest procederem zupełnie nowym. W ciągu ostatnich 20 lat na Hali Rycerzowej kradzież zdarzyła się cztery razy, z czego aż trzy w ciągu ostatnich trzech lat. Także na Zagroniu problem był wcześniej znany, gdyż złodzieje zaatakowali tu po raz pierwszy jesienią 2016 roku. Teraz jednak fala kradzieży przybrała znacznie większe rozmiary. Na tyle duże, że przebiła się do ogólnokrajowych mediów. Ożywiła także fora, gdzie pojawiły się różne domysły i scenariusze zdarzeń. Podawano między innymi kolejne miejsca, gdzie miał grasować złodziej (lub złodzieje) oraz wersje, że kradł wszystkie buty, które wpadły mu w ręce. Prawda okazuje się inna, gdyż we wszystkich wypadkach znikało przede wszystkim obuwie drogie i nowe.
– Nie były to pierwsze z brzegu buty. Złodziej wybrał te wartościowe. Dwie pary były zupełnie nowe, turyści wyszli w nich po raz pierwszy w góry – opisuje Agnieszka Świerc z rady Chaty na Zagroniu.
– Znikały buty lepsze i droższe – potwierdza Grzegorz Janowski z Krawcowego Wierchu.
Tak samo było na Rysiance. – Skradziono trzy pary drogich butów –mówi Anna Wiewióra.
Scenariusz ten powtarza się także w Gorcach. – Nieznany sprawca dokonał kradzieży butów trekkingowych o wartości 950 i 1500 zł oraz kijków o wartości 250 zł – wylicza mł. insp. Sebastian Gleń, rzecznik krakowskiej policji.
Także w pozostałych obiektach trudno jest mówić o przypadkowym doborze łupów. Złodziej nie przejmował się przy tym faktem, że schroniska były pełne ludzi. Atakował zazwyczaj późną nocą, gdy wszyscy spali. Buty znikały z różnych miejsc: spod kaloryferów, półek na obuwie czy nawet spod samych drzwi pokoju. Czasem rabuś (lub rabusie) miał dodatkowo szczęście. Na przykład na Rysiance kradzież zbiegła się ze spowodowanym wichurą brakiem prądu.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”  


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też