Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Masyw Olimpu

Bogowie ciskają pioruny

NPM 11/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Piotr Mojżyszek
(fot. Piotr Mojżyszek)
Tu można wziąć głęboki oddech rześkiego powietrza po upałach rozpalonych słońcem Bałkanów. Ale bogów i ich kryształowych pałaców raczej nie uświadczymy. Za to na pewno w zdobywaniu najwyższego greckiego szczytu towarzyszyć nam będą kozice, mocne wrażenia, rwące strumienie, zapachy sosnowych lasów i uśmiech na twarzy.    

Wokół szczytu, tak jak prawie każdego popołudnia, zbierają się kłębiaste wilgotne chmury. Ludzie muszą przyśpieszyć, żeby dojść na płaskowyż i jeszcze przed zmrokiem rozbić obóz. Idą już od kilku dni. Christos – wysoki, ogorzały od słońca Grek ponagla ekipę. Zna dobrze te góry i ich kaprysy. Tu się wychował i wypasał na turniach owce od małego. Wie, że jak zawsze po południu przyjdzie burza i lepiej wtedy mieć schronienie. Co roku od piorunów ginie tu wiele osób. Idą w trójkę mocno obładowani sprzętem. Niosą ogromne plecaki, ważące kilkanaście kilogramów, wyładowane jedzeniem, namiotami, linami, ciepłymi kocami, płaszczami – bo przecież nawet latem jest tu zimno i może spaść śnieg.
Tak jest i teraz. Mamy połowę czerwca, ale wszystko zmrożone na kość. Trawa biała od szronu, a wyżej pod granią leży śnieg. Siedzę w schronisku na Płaskowyżu Muz przy piecu, na którym stoi ogromny czajnik z górską herbatą przygotowywaną z gojnika. Słońce powoli wschodzi i oświetla szczytową grań.
Przeglądam wielki album opisujący historię wspinaczki w masywie Olimpu i wyobrażam sobie, jak mogło wyglądać to pierwsze wejście na Mitikas 2 sierpnia 1913 roku. Wyprawę prowadził Christos Kakalos, miejscowy góral, który znał tu każdy kamień. Razem z nim wchodzili Szwajcarzy Daniel Baud-Bovy, pisarz i poeta, oraz Frédéric Boissonnas, fotograf, który udokumentował całą wyprawę i właśnie jego zdjęcia z tego wejścia oglądam w albumie. Na starej fotografii trzech mężczyzn jest na skalistym wierzchołku. Jeden stoi i przypatruje się wysokiej grani przez lornetkę – to pewnie Boissonnas. Obok siedzi Baud-Bovy i przegląda rozłożoną na kolanach mapę. Kakalos stoi w kapeluszu i patrzy gdzieś daleko. Wszyscy w eleganckich koszulach, na nogach skórzane wysokie buty.
Dzisiaj, po ponad stu latach, prawie wszystko się zmieniło. Do niewielkiego plecaka pakuje się jedzenie w małych paczuszkach, lekkie śpiwory, nieprzemakające ubrania, dokładne mapy. Do tego każda trasa opisana na forach internetowych z najdrobniejszymi szczegółami. Po drodze kilka schronisk, w których można się schować przed deszczem i burzą. Tylko jedno pozostało takie samo – prawie codziennie popołudniem wokół szczytu zbierają się wilgotne kłębiaste chmury i zaczynają błyskać pioruny.
Widok z plaży
Dobrze jest przed wyjściem poleżeć na plaży i poprzyglądać się górom. Riwiera Olimpijska gwarantuje wspaniałe widoki. Z plaży w Platamonas widać szczyty jak na dłoni. Wąwóz Tempe przecina pasma górskie na pół. Jego doliną płynie rzeka Pinios i oddziela Olimp od gór Ossa. Skaliste granie wyrastają wprost z morza i wydają się olbrzymie. A jak wieje wiatr, nabierają wspaniałej ostrości i można, siedząc z mapą, nazywać wierzchołki po kolei.
Masyw Olimpu jest bardzo zróżnicowany, to 500 kilometrów kwadratowych wspaniałej buzującej przyrody. Cały teren objęty jest ochroną najstarszego greckiego Parku Narodowego Olymbos, utworzonego w 1938 roku. Ten region jest doskonałym połączeniem potężnych skalistych turni, sosnowych lasów, zielonych głębokich wąwozów i łąk. To piękny kontrast, kiedy wyrusza się ze spalonej słońcem równiny macedońskiej i wychodząc coraz wyżej, zagłębia się w zieleń kolejnych dolin.
 
 
(...)
 
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też