Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Sarnia Skała

Bliżej do Rycerza nie podejdziesz

NPM 9/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Otrębski
(FOT. Krzysztof Baraniak)
Gdy tylko autobus, którym jadę z Krakowa, przyjeżdża do Zakopanego, większość turystów jest już myślami gdzieś na grani. Ja również łapię się na tym, że spoglądając na Tatry, zastanawiam się, jak wysoko mógłbym dziś zajść, by zdążyć przed zmrokiem. Czas tutaj spędzony liczę nie w godzinach, ale w szczytach do zdobycia. 

Przypuśćmy jednak, że postanowiliśmy zostać w Zakopanem na dłużej niż jeden dzień. Czy miłe chwile muszą się ograniczać wyłącznie do tatrzańskich szczytów, piętrzących się dumnie na wysokości ponad 2000 metrów n.p.m.? Może przecież się zdarzyć, że nie będziemy mieli siły lub ochoty na dalekie szlaki. Albo pogoda nie będzie sprzyjała. Może też nasi znajomi albo dzieci nie będą jeszcze gotowi do tras naprawdę wymagających. Zawsze jadąc w stronę Zakopanego, warto pamiętać, że istnieją wspaniałe miejsca do spacerów całkiem blisko centrum miasta, osiągalne praktycznie przez cały rok. I nie mam tu na myśli Krupówek. Zapraszam Was w malownicze dolinki zakopiańskie.
 
Tutaj uczyłem się chodzić
Jest ich kilka. Wycięte w reglowej części masywu pozwalają uciec od dźwięków i zapachów miasta. Jeśli lubimy spacerować sam na sam z własnymi myślami, wystarczy wybrać się do nich wcześ- nie rano, jeszcze przed śniadaniem, albo późnym popołudniem, gdy większość turystów zmierza na kolację.
Najbliżej centrum Zakopanego znajdują się dwie dolinki niezwykłej urody. Autorzy przewodników nazywają je małymi klejnotami przyrodniczymi Tatr. I choć człowiek wykorzystuje je od wieków, wciąż zachowały unikatowy charakter fauny i flory. Zatem rozpocznijmy wędrówkę Doliną Białego na Sarnią Skałę i dalej do Siklawy w Dolinie Strążyskiej.
Dolina Białego znajduje się nieopodal sławnej Wielkiej Krokwi – skoczni narciarskiej, na której długo przed pierwszymi sukcesami trenował Adam Małysz. Z okolicami Krokwi i ja mam niezwykle miłe skojarzenia z dzieciństwa. Tutaj uczyłem się chodzić i szło mi ponoć znacznie lepiej niż na równym zakopiańskim deptaku. Także tutaj najczęściej chodziło się na spacery, dokarmiając wiewiórki, mijając po drodze koktajlbar i skocznię, która w tamtym czasie nie była obwarowana zasiekami. Obecnie przestrzeń zielona znacznie się skurczyła, ale sentyment do miejsca pozostał.

Jedyna taka kosodrzewina
Dolina Białego, jeśli już do niej dotrzemy, przywita nas bramą i niewielkim drewnianym budynkiem służącym za sezonowy bar dla spacerowiczów. Ma ona niespełna trzy kilometry długości i nieco powyżej 300 metrów przewyższenia. Wycięta została w skałach osadowych wapienno-dolomitowych przez szybko płynące potoki.
Właśnie ten gwałtowny spływ wody i towarzyszące mu spienienie dało początek nazwie potoku – Biały. Stąd też Dolina Białego. Oczywiście potok jest jedną z głównych atrakcji miejsca. Jego szum, kolor wody i zapach powietrza nad jego brzegami działają niezwykle kojąco. A mijając kolejne mostki i bramy skalne, zobaczymy siłę wody, która wydrążyła dolinę do obecnej głębokości. Od 1954 roku miejsce to pozostaje rezerwatem ścisłym. Żeby bardziej przybliżyć turystom bioróżnorodność doliny, poprowadzono tu ścieżkę przyrodniczą, składającą się z 11 stanowisk. Na każdym z nich znajdziemy opisy osobliwości przyrodniczych doliny. Dociekliwym polecam niewielką publikację TPN o Dolinie Białego, z której dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy – na przykład tego, że u wylotu doliny znajdziemy najniżej położone stanowisko kosodrzewiny w Tatrach (!).
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też