Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Bieganie w górach

Biegnij, góralu, biegnij

NPM 8/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Łukasz Kaźmierczak
( FOT. KATARZYNA ALESIONEK)
Bieganie – lub, jak chcą niektórzy, ubijanie asfaltu własną masą ciała – trafiło na dobre pod polskie strzechy. Wtargnęło także z impetem w górski świat i nie zamierza być tam wcale ubogim krewnym. A ja wiem, dlaczego tak się dzieje.

Proszę nie traktować tego tekstu jako biegowego manifestu byłego trekkingowca i byłego miłośnika wspinaczki. Raczej jako luźny zbiór spostrzeżeń kogoś, kto odkrył w bieganiu możliwość twórczego rozwinięcia swoich dotychczasowych pasji. I zaproszenie do przekraczania tego, co z pozoru rzeczywiście wydaje się nieprzekraczalne.

Łazarzu, wstań!
Nie mam aż tak wielkich biegowych klapek na oczach, żeby nie zdawać sobie sprawy, że nie każdy musi ekscytować się bieganiem. Rozumiem argumenty sceptyków, podkreślających, że to dziś takie modne, powszechne, stadne i w gruncie rzeczy nudne. Po części pewnie tak – choć akurat na temat rzeczonej nudności mam zdanie dokładnie odwrotne. Nikt jednak przecież nie każe nikomu zapisywać się od razu do „kościoła biegania powszechnego” – jak stwierdził niedawno z przekąsem jeden z gazetowych felietonistów. Można za to potraktować bieganie jako środek do celu – celu o wiele bardziej ekscytującego i powodującego dopiero występowanie prawdziwego dreszczyku emocji: właśnie do biegów górskich. A to już zupełnie inna sportowa „kategoria wagowa”, wrzucana śmiało na półkę z napisem „sporty ekstremalne”. Jeśli jednak nie macie ochoty na ekstremalne doznania, to nadal nic straconego. Możecie zawsze potraktować „biegactwo” jako prosty i genialny – bo piekielnie efektywny – sposób na górski trening, jako bazę i podbudowę pod przyszłe wyzwania trekkingowe, wspinaczkowe, ekspedycyjne i wszelkie inne formy górskiej eksploracji.
Truizmem jest przy tym stwierdzenie, że bieganie wyrabia kondycję – wszak wyrabia jak mało co. Na taki choćby rower można sobie wsiąść po miesiącach kwitnięcia za biurkiem, przejechać kilkanaście kilometrów bez żadnych ujemnych konsekwencji i nic – nadal być zapuszczonym kondycyjnie mieszczuchem z pokaźną firmową oponką. Co innego bieganie – tutaj organizm po kilkudziesięciu, góra kilkuset metrach wyśle takiemu zastałemu zawodnikowi bolesny komunikat w postaci zadyszki, migotania przedsionków i podsumowania: „sorry, stary(-a), jesteś flakiem, weź się za siebie!”.
Ale to działa także w drugą stronę – po kilku miesiącach regularnego biegowego treningu efekt jest widzialny gołym okiem, a postęp kondycyjny wręcz oszałamiający: miejski Łazarz wstaje z grobu, mocniejszy, twardszy i o niebo lepiej przygotowany do spotkania z górami. I dopiero wtedy otwiera się cała paleta nowych możliwości. Możemy wreszcie wyciągnąć z szuflady wszystkie swoje ambitne, acz zakurzone plany górskie, niezdobyte drogi, szczyty, które wydawały nam się zawsze za wysoko, za daleko, za trudno. Wszystko to, co przez lata nas tłumiło, hamowało, otorbiało, otłuszczało, odchodzi w niebyt.

Himalaje tuż za oknem
A teraz małe zaskoczenie: bieganie górskie wcale nie musi być praktykowane wyłącznie w górach. Pewnie, najlepiej byłoby codziennie mieć na wyciągnięcie ręki jakieś syte górskie pasmo za oknem, ale jak się nie ma, co się lubi, to i tak można. Mitem jest bowiem twierdzenie, że Polska, z wyjątkiem swoich południowych fragmentów, jest idealnie płaską patelnią. Sorry, ale nie jest. Ja, mieszkaniec depresyjno-nizinnej Wielkopolski, zaświadczam o tym z całą mocą. Wszędzie znajdziemy ślady dywersyjnej działalności lodowca, który pozostawił po sobie pamiątkę w postaci, błogosławionej dla wszystkich miłośników tego, co nad poziomem morza, moreny czołowej. A to ona właśnie sprawia, że biegi górskie można trenować dosłownie wszędzie i dość regularnie.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”

Ponadto w numerze:
•    Ultrawersytet, czyli metoda Świerca – rozmowa z Marcinem Świercem, najlepszym obecnie polskim biegaczem górskim
•    Maraton na pięciu tysiącach – reportaż o Radosławie Serwińskim i Robercie Celińskim – dwóch biegających Polakach, którzy w tym roku z sukcesem ukończyli The Tenzing Hillary Everest Marathon, zajmując kolejno pierwsze i drugie miejsce w kategorii obcokrajowców.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też