Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Śląski

Biała czy Czarna?

NPM 6/2013
Numer wyprzedany
Autor:
Magdalena Prask
Z wieży widokowej na Baraniej Górze jak na dłoni widać panoramę całego Beskidu Śląskiego oraz paradę szczytów Beskidu Żywieckiego, Małej Fatry i dalekich (fot. Magdalena Prask)
Beskid Śląski znałam do tej pory tylko z dzieciństwa. Pamiętam, jak najpierw przyjeżdżałam do Wisły z rodzicami na wczasy. Potem już trochę starsza bywałam w Szczyrku na nartach. I nagle któregoś dnia zaczęłam się zastanawiać, jak ten region prezentuje się latem, gdy zamiast koloru białego dominuje zieleń.

Namawiając do wyjazdu górskiego kompana Jacka, oczarowuję go wizją gór bardzo łatwo dostępnych i zarazem spokojnych. Latem na szlakach nie ma tu tłumów. To niesamowite, że góry położone dosłownie rzut beretem od aglomeracji śląskiej i niemal na przedmieściach Bielska-Białej potrafią być tak urokliwe i magiczne.
– Będą piękne widoki. I obiecuję przygody – używam decydujących argumentów w rozmowie z Jackiem. A on już wie, że jeśli gdzieś jedziemy razem, zawsze są przygody.

O wyższości jednej Wisełki nad drugą
Do Wisły dojeżdżamy około piątej rano. Jesteśmy zmęczeni podróżą, korzystamy więc ze sposobności i dwie kolejne godziny śpimy w samochodzie. Zanim ruszamy na szlak, jemy śniadanie na jedynej otwartej o tej porze stacji benzynowej. 
Po odstawieniu auta na parking w okolicy Wisły Czarne zaczynamy naszą wędrówkę od podziwiania Jeziora Czerniańskiego. Ten sztuczny akwen powstał w 1972 roku jako zbiornik retencyjny. Stojąc na wielkiej betonowej tamie, obserwujemy unoszące się nad wodą tajemnicze mgły.
Zdekoncentrowani wypatrywaniem górującego nad jeziorem zameczku prezydenckiego, gdzie Bronisław Komorowski tak chętnie przyjmuje choćby naszych skoczków narciarskich, gubimy nasz szlak. Przez dwie godziny błądzimy po lesie, zanim obierzemy właściwy kierunek. Pod drodze mijamy niewielką osadę ludzką. Czujemy na sobie uważny wzrok owieczek, koni i krów, korzystających na pastwiskach z wciąż zielonej trawy. Gdy udaje nam się z powrotem trafić na właściwą trasę, stajemy na ścieżce poprowadzonej wzdłuż Białej Wisełki.
Chyba każde dziecko wie, że królowa polskich rzek, czyli Wisła, ma swoje źródła na stokach Baraniej Góry. Próżno jednak go szukać. Sprawa bowiem nie jest tak oczywista. Na stokach Baraniej Góry znajdują się podmokłe tereny, gdzie woda przesącza się z wielu różnych cieków położonych w głębszych warstwach ziemi. W tym gąszczu małych strumyków trudno znaleźć jedno konkretne źródło. Co więcej, gdy w końcu konkretyzują się one w bardziej sensowny ciek wodny, tworzą dwa potoki: Białą i Czarną Wisełkę. Oba łączą się w Jeziorze Czerniańskim, skąd jako pełnoprawna rzeka wypływa już Wisła. Dalej jej wzburzone wody wartko płyną w stronę morza. Gdy idę wzdłuż Białej Wisełki, jedna myśl nie daje mi spokoju.
– Która z Wisełek jest prawowitym rodzicem Wisły? – pytam uparcie Jacka.
Rzeczywiście, ta kwestia została przez naukowców ustalona już dawno temu: źródłem Wisły jest bardziej Czarna Wisełka, bo to ona jest po prostu dłuższa i ma większą powierzchnię zlewni niż jej siostra. Podążając zacienionym korytem Białej Wisełki, mijamy właśnie najpiękniejszy zespół progów wodnych w Beskidach. Spieniona woda spada ze skalnych urwisk, tworząc malownicze, niewysokie wodospady, zwane Kaskadami Rodła.
Po krótkim, fotograficznym postoju przy wodospadach ruszamy dalej. Wkrótce wchodzimy na teren utworzonego w 1953 roku Rezerwatu Barania Góra. Teraz szlak zaczyna ostro piąć się w górę i po 30 minutach dochodzimy na szczyt Baraniej Góry (1220 m n.p.m.). Normalnie przejście od przystanku PKS Wisła Czarne na wierzchołek zajmuje 2,5 godziny, ale że na początku pobłądziliśmy, czas mamy dużo gorszy.
Podobno pierwszym, oficjalnym zdobywcą szczytu był w 1810 roku książę pszczyński Ludwik Anhalt von Coethen. Znając pasterską tradycję tych rejonów, trudno mi w to uwierzyć. Jestem wręcz przekonana, że wcześniej wędrował tu niejeden pasterz ze swym stadkiem.
Zanim tutaj przyjechaliśmy, przygotowałam się teoretycznie do naszej górskiej wycieczki. Teraz chwalę się swoją wiedzą Jackowi: – Wiesz, że gdy powstawały w tym regionie pierwsze szlaki turystyczne, Polska była pod zaborami? W tym czasie zdobywanie Baraniej Góry miało wydźwięk patriotycznego obowiązku. Wędrowcy docierali do symbolicznych źródeł Wisły, która – zanim wpłynęła do morza – przepływała przez wszystkie zabory, pod jakimi była Polska.
Dziś o zaborach nikt już nie myśli. Mimo cudownie słonecznej pogody, poza nami na szczyt dociera niewiele osób. Większość na nogach, ale jest też dwóch rowerzystów.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też