Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Od redakcji |

NPM 11/2011

NPM 11/2011
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. arch. Tomasza Cylki)
Od połowy września górskie środowisko żyje aferą wokół dokonań Elizy Kubarskiej i Davida Kaszlikowskiego. W 2007 roku otrzymali oni prestiżową nagrodę „Jedynkę”, której patronuje Polski Związek Alpinizmu.

Kapituła doceniła ich wyprawę na Grenlandię, a dokładnie pokonanie trudnej ściany najwyższego morskiego klifu na świecie. Wyznaczona przez Kubarską i Kaszlikowskiego droga (nazwana „Golden Lunacy”) budziła podziw i uznanie. Po latach okazało się jednak, że nie wszystko wyglądało tak, jak opowiadali wspinacze. Nikt nie neguje ich wejścia na szczyt, ale ściana nie miała półtora kilometra w pionie, trudności też nie były tak wielkie, jak opisywali, nie było też zapowiedzianej wcześniej wielokilometrowej odysei kajakowej na wyspę Pam. W tle zaś toczy się spór o książkę Joanny Onoszko „Sekretne życie motyli”, która 1 sierpnia br. trafiła do księgarń (nakazem sądowym jej rozpowszechnianie zostało czasowo wstrzymane). Kubarska i Kaszlikowski nie są w niej wymieni z nazwiska, ale wszyscy wiedzą, o kogo chodzi, bo autorka była uczestniczką ekspedycji na Grenlandię z 2009 roku, w trakcie której kręcono film dokumentalny o eskapadzie sprzed dwóch lat. Na miejscu doszło jednak między wspinaczami do kłótni i Onoszko zdecydowała się wrócić do kraju.

Szczegóły tego sporu znajdziecie na licznych górskich forach internetowych, gdzie poszczególne strony publikują swoje oświadczenia. Każdy więc może wyrobić sobie swoją opinię. Finał całej sprawy jest taki, że „Jedynkę” odebrano, choć sami bohaterowie twierdzą, że… sami ją oddali. Co więcej, nagroda wręczana corocznie na Krakowskim Festiwalu Górskim w tym roku nie zostanie przyznana i tak naprawdę nie wiadomo, co stanie się z nią w przyszłości. A to dla górskiego środowiska byłaby z pewnością dużą strata.

Co w tej sprawie jest dla mnie istotne? Kubarska i Kaszlikowski od lat są ludźmi mediów. Publikują w znanych magazynach na całym świecie. Ich zdjęcia są doceniane na licznych konkursach. Filmy budzą podziw na różnych festiwalach, a prezentacje przyciągają tłumy widzów. Oboje z tego żyją, muszą więc wiedzieć, jakimi prawami rządzą się gazety, radio i telewizja, dla których – nie ma co ukrywać – wszelkie kłótnie i spory są esencją codziennej działalności. Tymczasem po tym, jak wątpliwości ujawniły media niezwiązane z górską branżą, np. „Gazeta Wyborcza”, Kubarska i Kaszlikowski zrobili z siebie ofiary, zarzucając wszystkim – włącznie z kapitułą „Jedynki” – niekompetencje. Nie tak powinni się bronić ludzie mediów. Nie chodzi o publikowanie oświadczeń, które są tak szczegółowe, że przebrną przez nie tylko najbardziej zainteresowani. Ważne jest spotkanie w cztery oczy i bynajmniej nie myślę tutaj o zamkniętym przesłuchaniu w siedzibie PZA. Chodzi o merytoryczną debatę na żywo z udziałem obu stron, jeśli nie w studiu radiowym czy telewizyjnym, to choćby przy stoliku na górskim festiwalu. Owszem, Kubarska z Kaszlikowskim stawili czoło publiczności na Przeglądzie Filmów Górskich w Lądku Zdroju, ale zabrakło drugiej strony konfliktu, a na niektóre pytania o szczegóły… odsyłali na swoją stronę internetową. Nie tak to wszystko powinno wyglądać, bo tylko bezpośrednia rozmowa z udziałem obu stron może wyjaśnić, o co tak naprawdę toczy się spór oraz kto i gdzie popełnił błąd.

Media niezwiązane na co dzień z górami grzmią, że to „największy skandal w polskim świecie wspinaczy”, a „Kubarska i Kaszlikowski spadli z Mount Everestu popularności”. Moim zdaniem jest wręcz odwrotnie, to właśnie teraz oboje biją rekordy popularności, ale niestety z negatywną konotacją. Jaka będzie ich przyszłość? Czy na przykład odwrócą się od nich sponsorzy, bez których trudno sobie wyobrazić dalekie wyprawy? Te pytania na razie pozostają bez odpowiedzi, ale niesmak po tej aferze pozostał ogromny.

 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też