Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Od redakcji |

NPM 10/2011

NPM 10/2011
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. arch. Tomasza Cylki)
Kiedy po ogłoszeniu wyników drugiej edycji Rankingu schronisk górskich „n.p.m.” udzielałem wywiadów w rozgłośniach radiowych czy gazetach, często porównywałem nasze schroniska i pensjonaty z alpejskimi.

Niektórzy czytelnicy śmiali się nawet, że zamiast propagować polską turystykę promuję Alpy. Nie o to mi jednak chodziło. Chciałem przede wszystkim zwrócić uwagę na to, że w wielu przypadkach obiekty w Austrii, Słowenii czy we Włoszech powinny być dla nas wzorem do naśladowania. I dotyczy to zarówno kwater prywatnych w dolinach, jak i schronisk górskich. Utwierdziłem się w tym przekonaniu podczas tegorocznych wakacji, gdy miałem okazję spędzić rodzinny urlop w Wysokich Taurach.

Zacznę od cen, dla 99 proc. miłośników gór argument decydujący. Tygodniowy pobyt nieopodal Zell am See z widokiem na Grossglocknera w 100-metrowym wynajętym mieszkaniu kosztował w naszym przypadku każdą dorosłą osobę 515 zł. Za tę kwotę mieliśmy wszelkie wygody, osobne wejście do apartamentu, kuchnię z pełnym wyposażeniem, a nawet stacjonarny rower do ćwiczeń fizycznych na niepogodę. Dodatkowo na stolikach wyłożone były alpejskie mapy i informatory o największych atrakcjach w okolicy, a na podwórku czekała moc atrakcji dla najmłodszych z huśtawkami i piaskownicami.
Ile zapłacimy za podobne 100-metrowe mieszkanie dla pięciu osób i dwojga niemowląt w Zakopanem? Najtańsza porównywalna oferta z widokiem na Giewont kosztowała… 800 zł od osoby za siedem nocy. Dlaczego droga na pozór Austria okazuje się tańsza niż stolica Tatr? Ktoś powie, że tam większa konkurencja, a mnie się jednak wydaje, że w Polsce właściciele chcą od gości wycisnąć jak najwięcej, niewiele oferując w zamian. Najlepiej obrazują to ceny podbijane kilkakrotnie w długie weekendy, które nijak się mają do oferowanego standardu. Podobnie nie da się wytłumaczyć noclegu za 35 zł w zimnym pokoju schroniska, które znalazło się na końcu naszego rankingu, gdy za cenę minimalnie wyższą mamy już pokój z łazienką w skromnym pensjonacie! Obowiązuje zasada: minimum pracy, maksymalny zysk.

Podczas jednej z tegorocznych, alpejskich wędrówek miałem okazję spędzić trochę czasu w schronisku Statzerhaus na górze Hundstein (2117 m n.p.m.). To szczyt położony na uboczu popularnych szlaków, który można porównać na przykład z naszymi beskidzkimi obiektami. W słoneczny, wakacyjny dzień było tam tylko kilka osób. Mimo to gospodarz witał gości przed wejściem kawałkiem jabłecznika i z każdym udzielał sobie kilkuminutową pogawędkę. Nie było żadnej bariery językowej, bo nawet „dzień dobry” z jego ust padło. Standard nie należał do wysokich, ale wszędzie było sterylnie czysto, a na stolikach czekały na gości gry planszowe. Zachęcano mnie nawet do noclegu, oferując ni z tego, ni z owego 50-procentowy rabat. Nie skorzystałem, ale miałem wrażenie, że gdybym dobrze się zakręcił, to przenocowałbym za symboliczne jedno euro! Dlaczego tak nie może być w Polsce? Nie promuję Alp, ale jestem pod wrażeniem gościnności tamtejszych mieszkańców, o którą tak często trudno w Zakopanem, Ustrzykach Górnych czy Karpaczu. Kto się chce o tym przekonać, niech jedzie na przykład w Alpy Julijskie, które dumnie prężą się na okładce tego numeru „n.p.m.”. Słowenię na naszych łamach odkrywa dla Was Piotr Skrzypiec i robi to doskonale. Polecam ten rejon szczególnie.

 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też