Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Od redakcji |

NPM 4/2009

NPM 4/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. arch. Tomasza Cylki)
Wstyd się przyznać, ale na Halę Krupową w Paśmie Babiogórskim trafiłem pierwszy raz w życiu dopiero trzy miesiące temu. A wszystko dlatego, że z Poznania w Beskidy trochę daleko na weekendowe wypady, a kiedy mam dłuższy urlop, to prawie zawsze wybieram Alpy. Ale w pierwszych dniach grudnia ubiegłego roku pojechaliśmy tam redakcyjnie i służbowo – bynajmniej nie na statek – ustalać szczegóły IV Biwaku Zimowego „n.p.m.” Salewa.

Wtedy śniegu było jak na lekarstwo, a w schronisku, którego gospodarzami są przesympatyczni państwo Ogrodowiczowie, okazaliśmy się jedynymi gośćmi. Było tak cicho i spokojnie, że niemal słyszeliśmy swoje oddechy. Już wtedy wiedzieliśmy, że lepszego zakątka na naszą imprezę wymarzyć sobie nie możemy. A wszystko dlatego, że schroniskiem kierują właściwi ludzie, którzy zamiast narzekać na skostniałe PTTK, potrafią połączyć klimat górskiego schroniska z komercyjnymi potrzebami, bez których wyżyć w górach dzisiaj się nie da. Dzięki temu na Hali Krupowej zadowoleni są zarówno ci, którzy szukają wspomnień z błogich, studenckich czasów z gitarą w ręku, jak i ci, którzy w weekend chcą w górach zjeść schabowego z frytkami i wypić butelkę zimnego piwa. W XXI wieku inaczej nie można: schronisko musi być „dwa w jednym”. Chodzi tylko o to, by zachować odpowiednie proporcje.

Wróciliśmy niemal całą redakcją na Halę Krupową na przełomie lutego i marca. Śniegu było półtora metra, a w schronisku nie słyszeliśmy nawet swoich myśli, a co tu dopiero mówić o oddechach. Kilkudziesięciu uczestników naszego biwaku też chyba polubiło to miejsce. Co prawda mała jadalnia na slajdowiskach przypominała saunę, ale skoro nasz gość Piotr Morawski nie narzekał na Gasherbrumach, to wstyd byłoby skarżyć się na ścisk i miejsce na podłodze, gdy wszystkie ławy już zajęte. Dla nas takie spotkanie z czytelnikami jest niezwykle cenne. I żałujemy bardzo, że nie możemy spotkać się z wszystkimi chętnymi – w tym roku było Was ponad trzystu – ale jedyną barierą są ograniczone możliwości naszych kameralnych schronisk. Dlatego cieszymy się, że na internetowym forum zrodził się pomysł cyklicznego zlotu forumowiczów „n.p.m.”. Pierwszy odbędzie się wiosną tego roku – oczywiście na Hali Krupowej – konkretnej daty szukajcie na naszej stronie internetowej: www.npm.pl.

Zachęcam Was do lektury kwietniowego wydania naszego magazynu. Tak się jakoś się stało, że numer otwiera i zamyka postać himalaisty Jacka Telera, który tej zimy razem z Jarosławem Żurawskim próbował zdobyć szczyt Nanga Parbat. Niestety, nie udało się. Dlaczego? Kto się pierwszy cofnął? Dlaczego polscy himalaiści coraz rzadziej decydują się na zimowe wejścia? Obu himalaistów różni wiele. Jeden to były komandos, drugi teolog z filozoficznym zacięciem. Obaj o górach opowiadają przejmująco. Przeczytajcie koniecznie.

Jacek Teler powraca też w reportażu o zmarłym tragicznie Waldku Graju z dolnośląskiej Oławy, który w sierpniu ubiegłego roku zginął na Chan Tengri. Rodzina zmarłego robi wszystko, żeby sprowadzić ciało na dół i zapewnić mu odpowiedni pochówek. Na to potrzeba jednak ogromnych pieniędzy. Spotkanie z żoną Waldka było jednym z najtrudniejszych w moim życiu, bo co można w takiej sytuacji powiedzieć sensownego? Aż trudno jednak uwierzyć, że z szerokiego grona himalaistów, z którymi przez wiele lat wspinał się Waldek, Jacek Teler jest jednym z nielicznych, na którego w tych trudnych chwilach może liczyć rodzina. Poznajcie historię Waldka, a jeśli uznacie to za właściwe, pomóżcie jego rodzinie choćby najdrobniejszą kwotą. Pani Alina z kilkuletnimi synami będzie Wam bardzo wdzięczna.
Do zobaczenia na I zlocie forumowiczów „n.p.m.” na Hali Krupowej!

 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też