Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

NPM 12/2014

NPM 12/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. arch. Tomasza Cylki)
Współczesne dziennikarstwo newsowe rządzi się swoimi prawami. Całodobowe stacje telewizyjne oraz portale internetowe prześcigają się w podawaniu sensacyjnych informacji, które dodatkowo muszą być podkręcone krwistym komentarzem, najlepiej jakiegoś autorytetu. Liczy się nie tylko, kto poda daną informację szybciej, ale i kto zdobędzie pełną ozdobników opinię.

Nie obrażam się na tę rzeczywistość, bo w mediach pracuję prawie od 20 lat i wiem, jak to działa. Jako dziennikarze tłumaczymy się tym, że podajemy to, co ludzie chcą czytać i oglądać. Liczą się słupki oglądalności, poziom sprzedaży albo internetowa klikalność. Moraliści z drugiej strony odpowiadają nam, że społeczeństwo bierze to, co jest mu podawane. Najlepiej byłoby powiedzieć, że jest jakiś złoty środek, ale moim zdaniem go nie ma. Na pełną misję mogą sobie pozwolić te media, które są dotowane przez państwo, samorząd czy Bóg wie kogo jeszcze. Kto jest zdany na łaskę rynku, musi robić wszystko, żeby utrzymać się na medialnej powierzchni. Ludzie gór doświadczyli tego po ubiegłorocznej tragedii na Broad Peaku, kiedy to niekompetencja dziennikarzy ścigała się czasem z gorącymi komentarzami samych himalaistów. Momentami miałem wrażenie, że idiotyczne pytanie z gatunku „niech pan powie, jak się oddycha na ośmiu tysiącach metrów” rywalizowało z oskarżeniem „zostawili ich na śmierć”, którego bynajmniej nie rzucali anonimowi hejterzy w sieci, tylko himalaiści z bogatym dorobkiem w życiorysie…

Znaleźć równowagę w tym szalonym świecie było niezmiernie trudno, ale w ubiegłym roku udało się to na pewno Darkowi Kmiecikowi z TVN. Ten newsowy dziennikarz jako jeden z nielicznych potrafił przygotować wyważone newsy bez względu na to, czy dotyczyły one śmierci himalaistów czy ludzkich pomyłek. A jego dokumentalne filmy o samej wyprawie na Broad Peak czy o Arturze Hajzerze stawiały mnóstwo trudnych pytań, które jednak nie miały w sobie nic z ataków kolorowych tabloidów.

Dlatego śmierć jego całej rodziny pod gruzami katowickiej kamienicy poruszyła górskie środowisko. Sam jeszcze we wrześniu rozmawiałem z nim na Festiwalu Górskim w Lądku-Zdroju. Zapamiętam go jako niezwykle skromnego człowieka. Darek spokojnie mógł grzać się w VIP-owskim, lądeckim cieple, ale zamiast bankietów wolał pokazywać dwuletniemu synkowi góry. I takim go wielu ludzi zapamięta. Skromny dziennikarz wielkiej stacji, który o najtrudniejszych górskich sprawach potrafił mówić w sposób wyważony. Mówią, że nie ma ludzi niezastąpionych. Obawiam się, że w tym wypadku może być inaczej.

 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też