Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Flesz |

Beskidzkie ciała niebieskie

NPM 10/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Michał Parwa
Nowy budynek obserwatorium na Lubomirze (fot. Michał Parwa)
Wobec szpiczastych szczytów Beskidu Wyspowego zdaje się zupełnie niepozorny. Okryty lasem, niewybitny, rzadko przyciąga nawet wytrawnych turystów. Na swoją sławę musiał więc zapracować oczyma astronomów, którzy książęcy Lubomir rozsławili aż po daleką Japonię.

Początki obserwacji krakowskiego nieba sięgają XVIII wieku. Najpierw z samego centrum miasta, kiedy to w 1791 roku na ulicy Kopernika swą działalność rozpoczęło Obserwatorium Krakowskie. Jednak wraz z rozwojem miasta rosło także jego zanieczyszczenie, a latarnie i świeczki sukcesywnie zastępowano elektrycznością. Dlatego w latach 20. minionego stulecia podjęto decyzję o budowie placówki zamiejskiej. Z dala od skupisk światła, dostatecznie wysoko, ale też na tyle blisko, by zapewnić dogodną komunikację z centralą. Szukano w Gorcach, sąsiednich Beskidach i w odległych Górach Świętokrzyskich. Ostatecznie wybór padł na wierzchołek Łysiny piętrzący się nad Wiśniową, 33 kilometry od grodu Kraka.
Niebagatelną rolę w całym przedsięwzięciu odegrali inicjator pomysłu prof. Tadeusz Banachiewicz (ówczesny dyrektor Obserwatorium Krakowskiego) oraz książę Kazimierz Lubomirski. Ten ostatni przekazał na rzecz stacji blisko 10 ha swoich lasów wraz z drewnianą leśniczówką, rozsławiając tym samym swój ród przez wszystkie mapy publikowane do dnia dzisiejszego. Otóż dla upamiętnienia darczyńcy nazwę szczytu przemianowano na Lubomir (904 m n.p.m.). A Łysinę solidarnie przesunięto na sąsiednią górę. Korekty poczyniono w 1932 roku, a więc w dekadę od oficjalnego otwarcia ośrodka, w czasie gdy jego sława rozbrzmiewała szerokim echem na całym świecie. Ażeby jednak zrozumieć sukces tej niewielkiej jednostki terenowej, musimy wrócić do jesieni 1921 roku, kiedy to zaczynały się najpilniejsze prace budowlane, a samo dotarcie na miejsce było nie lada wyzwaniem. Do wyboru pozostawał długi marsz z Myślenic lub wynajęcie powozu. Względnie podróż koleją do Kasiny Wielkiej i stamtąd kosztowny zaprzęg z wołami.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.