Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Babine Dupki

NPM 3/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Aleksandra Połączak, Karol Pytlewski
Wschodnie ściany Solunskiej Glavy robią wrażenie! (fot. Karol Pytlewski)
Macedonia, jeden z najbardziej górzystych krajów Europy, obowiązkowo powinna znaleźć się na liście celów każdego turysty poszukującego dzikich gór. A gdy zmęczy nas wędrówka, w ciągu kilku godzin możemy dojechać nad jedno z ogromnych, tektonicznych jezior.

Pewnego jesiennego, deszczowego wieczoru trochę od niechcenia usiedliśmy nad mapą, aby wybrać się na krótką, wirtualną wycieczkę. Wzrok skakał chaotycznie od państwa do państwa, w mgnieniu oka przemierzając pół świata. Wbrew pozorom nie było to jednak bezcelowe. Spośród wielu miejsc, które chcielibyśmy odwiedzić, szukaliśmy celu na najbliższe wakacje. Zadanie nie było proste, ponieważ miało być względnie egzotycznie, w miarę daleko i do tego tanio. Wstępnie zawęziliśmy poszukiwania do Bałkanów. Nasze plany szybko się sprecyzowały. Wybór padł na Macedonię, ponieważ wydawała nam się mało popularna wśród turystów z Polski. Już pierwszy rzut oka na mapę tego małego państwa pozwolił nam obrać górski cel podróży. Ubogie opisy gór Jakupica, znajdujących się w środkowej części kraju, dodatkowo utwierdziły nas w przekonaniu o słuszności podjętej decyzji.

Asfaltowy koszmar
Z informacji odszukanych w internecie wiemy, że chcąc wejść na Solunską Glavę (2540 m n.p.m.), najwyższy szczyt środkowej Macedonii, najlepiej dojechać do stacji Bogomila pociągiem relacji Skopje-Bitola. O świcie udajemy się więc na dworzec i wsiadamy do składu wyglądem i standardem przypominającego polskie osobówki – nawet jego nazwa brzmi dziwnie znajomo: „Inter Regio”. Podczas jazdy mamy okazję kolejny raz się przekonać, że mieszkańcom Bałkanów nie przeszkadzają wszechobecne śmieci, które co jakiś czas wylatują z okien wagonu.
Po dwóch godzinach punktualnie dojeżdżamy do celu. Starszy pan otwiera automatyczne niegdyś drzwi i wyskakujemy za nim na peron. Krótki rzut oka na starą, radziecką mapę topograficzną pozwala nam się zorientować co do dalszej drogi. Ostatecznie i tak ruszamy w ślad za miejscowymi do wioski, którzy widząc nasze lekkie zdezorientowanie, wskazują nam właściwą trasę.
Wychodząc z zabudowań, pokonujemy pierwsze, niewielkie wzniesienie. Znad lasu wyłania się cel naszej marszruty. Przypominający stację kosmiczną biały budynek na szczycie wywołuje drobne zakłopotanie i nieziemskie skojarzenia. Temperatura, mimo wczesnej godziny, zaczyna przekraczać 30 stopni i właśnie uświadamiamy sobie, że wierzchołek jest prawie 2000 m wyżej. Ciężkie plecaki dodatkowo próbują pozbawić nas radości życia, ale ostatecznie nie poddajemy się i bez zbędnej zwłoki ruszamy asfaltową drogą w górę doliny. Początkowo kierujemy się do Nežilova, jednak po ponownym przeanalizowaniu mapy i przy wsparciu drogowskazów skręcamy w drogę wiodącą do Papradište.
Plecaki ciążą nam coraz bardziej, a słońce, nieustannie wspinające się wzwyż po niebie, rozgrzewa asfalt, który parzy nas w stopy. W miarę zdobywania przez nas wysokości znikają suche, krzaczaste zarośla, ustępując miejsca dębom i bukom. Zza kolejnych zakrętów wyłaniają się coraz wyższe górskie grzbiety. Napotykane co pewien czas żółwie urozmaicają nam monotonię niekończącego się asfaltu. Nagle, za łukiem drogi, dostrzegamy pierwszych turystów. To dwaj Macedończycy z małymi synkami. Jechali tym samym pociągiem co my. Zmierzają do Papradište, by zatrzymać się w tamtejszym schronisku, urządzonym w jednym z domów. Łączymy siły i chwilę idziemy razem, lecz wkrótce się odłączamy, by zaczekać na nich w wiosce.
Miejscowość jest niewielka, a na jej początku kończy się wreszcie asfaltowa droga. Obok źródła pysznej wody znajdujemy tu również tablicę z aktualną mapą okolicy. Wygląda wiarygodnie i zawiera informacje o szlakach, więc robimy jej zdjęcie. Jak się okaże za parę dni, ta fotografia będzie nam bardzo pomocna. Niedługo dochodzą też nasi nowi znajomi. Opowiadają nam co nieco o otaczających górach, lecz dla nas najcenniejsza jest informacja, że dwie godziny dalej znajdziemy następne schronisko, a niedaleko za nim dogodne miejsce na rozbicie namiotu.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też