Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Flesz |

Atrakcje nad Bobrem

NPM 3/2013
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Redakcja n.p.m
Zapora w Pilchowicach ustępuje tylko bieszczadzkiej Solinie (fot. Grzegorz Grupiński)
[body_1]

Na zachodnim skraju Gór Kaczawskich, zaledwie kilkanaście kilometrów od Jeleniej Góry, znajdziemy prawdziwą krajobrazową perłę, łączącą piękno przyrody i spektakularne efekty działań człowieka.
To zapora w Pilchowicach, spiętrzająca wody Bobru. Rzeka zawsze dawała się we znaki okolicznym mieszkańcom bardzo wysokimi wahaniami stanu wody. Żeby ograniczyć skutki powodzi na sudeckim pogórzu, na początku XX wieku podjęto decyzję o budowie kilku takich zapór wraz z elektrowniami wodnymi. Ta pilchowicka, której projektantami byli Otto Intze i Curt Bachmann, jest największą spośród nich. Dodajmy też – jedną z najwyższych w Polsce (ponad 60 m, ustępuje tylko bieszczadzkiej Solinie). Mimo potężnych rozmiarów (300 m długości; grubość u podstawy – 50 m; u szczytu – 7,5 m) zdarzało się, że wodny żywioł przelewał się przez jej koronę. W 1977 roku, już po kilku minutach fala powodziowa doszła do pobliskiego Wlenia, zalewając rynek na głębokość dwóch metrów. Ostatni raz woda się przelała podczas „powodzi tysiąclecia” w 1997 roku, a we Wleniu wybuchła panika, że zapora zaczyna pękać.
Odwiedzenie tego zakątka to dobry pomysł na krótki spacerowy wypad z górami w tle. Zaporowe Jezioro Pilchowickie malowniczo wcina się w okoliczne wzgórza. Warto przejść się koroną tamy i podziwiać budowlę, której szlachetności dodaje kamienne oblicowanie, ukrywające betonowy trzon. Duże wrażenie robią gigantyczne „schody” do spustu wody – w większości zapór w tej funkcji występuje mniej efektowna pochylnia.
Kto ma szczęście, zobaczy jeszcze przejeżdżający wzdłuż jeziora pociąg relacji Jelenia Góra – Lwówek; jest nawet przystanek Pilchowice-Zapora. Znawcy mówią, że ta linia, zbudowana w tym samym okresie, co zapora, należy do najbardziej widokowych w Polsce. Trwający nieco ponad godzinę przejazd jest atrakcją samą w sobie. Najwyraźniej włodarze z PKP tego nie rozumieją, bo od wielu lat słyszy się o możliwości zamknięcia tego połączenia. Obecnie jeżdżą tędy cztery pociągi w dni powszednie, a w weekendy… jeden!
Grzegorz Grupiński

---------------------

Samotna izraelska góra

W północnej części Izraela, stosunkowo niedaleko od granicy z Jordanią, na krańcu Doliny Jizreel wznosi się samotna góra Tabor (575 m n.p.m.). Swą posturą nasuwa skojarzenie z którymś z samotnych garbów Gór Wałbrzyskich lub Beskidu Wyspowego. Tradycja chrześcijańska przekazuje jednak, że właśnie na tej górze Jezus przemienił się wobec swoich apostołów Piotra, Jakuba i Jana, ukazując im swe bóstwo.
Nic dziwnego, że góra stała się jednym z wielu miejsc odwiedzanych przez pielgrzymów w Izraelu. Przedsiębiorczy Żydzi zbudowali nawet krętą, asfaltową szosę na szczyt, którą jednak nie wjeżdżają autobusy pielgrzymkowe. U podnóża góry utworzono bowiem parking, na którym turyści i pielgrzymi zmuszeni są opuścić pojazdy. Dalszą drogę mogą pokonać albo na własnych nogach zielonym szlakiem turystycznym, albo z pomocą taksówek wjeżdżających na samą górę, za które trzeba oczywiście słono zapłacić.
Na szczycie wzniesiono dwie budowle: Bazylikę Przemienienia Pańskiego i prawosławną cerkiew. Przy bazylice zwraca uwagę coś w rodzaju ogródka z oleandrami, kolczastymi opuncjami, aloesami i drzewami pieprzowymi. Obok znajduje się punkt widokowy, zabezpieczony metalową drucianą kratą. Zbocza góry porośnięte są typowym dla klimatu śródziemnomorskiego lasem iglastym, co wyraźnie kontrastuje z okolicznym krajobrazem pól uprawnych na równinie u podnóża.
O dawnych fortyfikacjach na szczycie przeczytamy w większości przewodników po Izraelu. Ale uwaga – są i takie, które zupełnie pomijają tę informację! I tylko kamienne ornamenty czy też resztki kolumn tworzące minilapidarium nasuwają refleksję, że kiedyś wyglądało ono inaczej. W XXI wieku zadbano o estetykę: plac przed bramą do bazyliki wysypano żwirkiem, a ostatni odcinek drogi, już na samym szczycie, elegancko wyłożono kamiennymi, nieregularnymi płytami.
Zaiste, miejsce, w którym Jezus przemienił się wobec apostołów, przeszło niemałą metamorfozę.
Tomasz Rzeczycki