Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Alpy Kamnicko-Sawińskie

Arcyksięcia wnieśli na Ojstricę

NPM 3/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Piotr Skrzypiec
Skuta i Rinki z Turskiej gory (fot. Piotr Skrzypiec)
Niedaleko stąd, za Karpatami i Alpami, trzema granicami państwowymi i kilkoma sporymi rzekami, leży kraj pełen gór: Słowenia. Polski górołaz natychmiast pomyśli o skoczni w Planicy, Alpach Julijskich i Triglavie – skalistym królu słoweńskich wzniesień, który swoim majestatem przysłania pozostałe górskie raje tego kraju. Dlatego chcę Was zaprosić w serce niespecjalnie znanych w Polsce Alp Kamnicko-Sawińskich, które w mojej opinii są najpiękniejszym wysokogórskim pasmem tego małego kraju.

Najprostsza definicja tych gór to Tatry Wysokie leżące w Alpach. Pasmowa budowa, odważna rzeźba oraz podobne wysokości bezwzględne w pełni usprawiedliwiają to skojarzenie. Jedynie budulec masywu – mezozoiczny wapień – nie pasuje do tatrzańskich realiów. Latem dzięki tej białej skale w górach odczujemy niedostatek wody, ale brak polodowcowych jezior wynagrodzą nam spektakularne formy wysokogórskiego krasu. I jeszcze jedna różnica: Alpy Kamnicko-Sawińskie charakteryzują się znacznie większymi niż w Tatrach wysokościami względnymi. Południowe podnóża gór znajdują się na skromnej wysokości 400-600 m n.p.m., wierzchołki zaś solidnie przekraczają poziomicę 2000 m. Dlatego musimy się liczyć z mozolnymi podejściami, na których pokonamy deniwelacje sięgające nawet dwóch kilometrów. Dla porównania – największa różnica wysokości na szlaku szczytowym w Tatrach (ze Starego Smokowca na Sławkowski Szczyt) wynosi około 1450 m, co w słoweńskich warunkach jest raczej normą niż wyjątkiem.

Pobudka w Lublanie
Dziwna sprawa z tym budzikiem! Od poniedziałku do piątku przenikliwy pisk wydobywający się z niewielkiego pudełka traktuję z niepohamowaną wrogością. W weekendy, mimo nieludzkiej zazwyczaj godziny, dźwięk budzika przyjmuję bez złorzeczeń. Spokojnie wstaję i biegnę do okna, by sprawdzić, jak wczorajsza zapowiedź meteorologów ma się do rzeczywistości. Jest czwarta rano. Na niebie majaczą niewyraźnie gwiazdy przesłonięte delikatną lublańską mgiełką. Jeszcze tylko szybkie śniadanie i mocna kawa wlewająca życie w zastałe żyły.
Biorę spakowany dzień wcześniej plecak i już pędzę przez uśpioną Lublanę, zabierając dwójkę zaspanych i niewyraźnych jak świat za oknem towarzyszy. Po godzinie karkołomnej jazdy zalodzoną drogą przez przełęcz Volovljek (1029 m n.p.m.) zatrzymujemy się na moment u wylotu najbardziej chyba efektownej doliny w słoweńskich Alpach. Nad płaskim dnem zacienionej Doliny Logarskiej wznoszą się muskane pierwszymi promieniami słońca majestatyczne szczyty. Ojstrica wydaje się płonąć złotymi płomieniami na płatach śniegu, a tysiącmetrowa ściana sąsiedniej Planjavy chyba jeszcze śpi. Chciałoby się napawać tą barwą dłużej, lecz solidna tura, którą zaplanowaliśmy, wymaga czasowej rezerwy. Dlatego po chwili jazdy zatrzymujemy się na końcu bajkowej doliny. Na rozległym parkingu stoją jedynie dwa auta, których pasażerowie niespiesznie przygotowują się do wymarszu.
Naszym celem jest Turska gora (2251 m n.p.m.) – jeden z prawie czterdziestu dwutysięczników leżących w najwyższej części Alp Kamnicko- Sawińskich – paśmie Grintovca.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też