Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Wydarzenia |

Aleksander Doba zgarnął show

NPM 5/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
Laureaci Kolosów za 2014 r. prawie w komplecie. Na pierwszym planie Aleksander Doba (fot. Adrian Larisz)
W ubiegłym roku można było zdobyć kilka ośmiotysięczników, opłynąć świat dookoła czy samotnie przemierzyć w ekstremalnych warunkach dziką dżunglę, a i tak na gdyńskich Kolosach – w pełni zasłużenie – cały show zgarnął Aleksander Doba.

Doba widzom Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów jest znany od kilkunastu lat. Był gościem niejednej edycji, a jego relacje z kajakowych wyczynów zawsze przyjmowane były gorącymi oklaskami. Kapituła tej prestiżowej imprezy uhonorowała go już kilka lat temu Super Kolosem, a więc wyróżnieniem przyznawanym za całokształt osiągnięć podróżniczych. W tym roku Doba znów był przyjmowany z honorami, bo 17. edycja imprezy odbyła się kilka tygodni po tym, jak czytelnicy „National Geographic” uznali go za Podróżnika Roku. I znów jego opowieść o samotnym przepłynięciu Atlantyku przyjęta została owacją na stojąco. W ten sposób Doba zgarnął show wszystkim podróżnikom, jacy przyjechali do Gdyni ze swoimi prezentacjami. Ale „zgarnął” w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo na ogromny szacunek ten niezwykle skromny i pogodny człowiek na pewno sobie zasłużył. Kapituła nagrodziła go nagrodą specjalną, z kolei widzowie ustawili się do niego w długiej kolejce po autografy.
– Kolosy są dla Ciebie za małe – mówił podczas gali wręczenia Kolosów podróżnik Piotr Chmieliński.
Jednak i bez sympatycznego Doby Kolosy udowodniłyby, że mają już swoją markę. Do Gdyni Areny znowu ustawiły się długie kolejki i nie pomogły dodatkowe sale w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym. Chętnych znowu było więcej niż miejsc. W sobotę trzeba było czekać na wejście trzy godziny, a i tak nie wszyscy dostali się do środka. Nic dziwnego, bo podróżniczych gwiazd nie brakowało. Wspomnijmy tylko samych ludzi gór. Przyjechał na przykład Denis Urubko – zdobywca Korony Himalajów i Karakorum. Tomek „Czapa” Mackiewicz opowiadał o swoich zimowych zmaganiach z Nanga Parbat. Z kolei Andrzej Bargiel i Olek Ostrowski dzielili się wrażeniami ze zjazdów z ośmiotysięczników. Janusz Gołąb zabrał wszystkich na K2. A Krzysztof Wielicki po raz kolejny udowodnił, że nawet o powszechnie znanych rzeczach można mówić w sposób oryginalny i ujmujący. Jego prezentacja „Mój wybór”, nawiązująca do tytułu wydanej przezeń książki, była jedną z najlepszych podczas trzydniowego festiwalu.
Odnotujmy jeszcze górskie Kolosy. Janusz Kurczab otrzymał Super Kolosa za wytyczenie nowych dróg w Tatrach, Alpach, Hindukuszu, Karakorum i Himalajach oraz za wybitny wkład w popularyzację polskiego alpinizmu. W kategorii „Alpinizm” Kolosa dostał Adam Pustelnik – za wytyczenie najtrudniejszej polskiej drogi klasycznej Corner Kick na ścianie Vagakallen w Norwegii. Z wyróżnień mogli cieszyć się Olek Ostrowski – za jednoosobową wyprawę na Czo Oju (8201 m), zakończoną pierwszym polskim zjazdem na nartach z tego szczytu, oraz Andrzej Bargiel – za rekordowo szybkie wejście na Manaslu
(8156 m) i zjazd ze szczytu na nartach. Za „Wyczyn roku” uznano pierwszy na świecie lot szybowcem nad Himalajami, jakiego dokonał Sebastian Kawa. Jeśli chodzi o „Eksplorację jaskiń”, doceniono Sopocki Klub Taternictwa Jaskiniowego i Sekcję Grotołazów „Wrocław” – za wyprawę Hagengebirge 2014, kierowaną przez Marka Wierzbowskiego. Jej uczestnicy odkryli ponad 3 km korytarzy w Jaskini Ciekawej, dzięki czemu jej długość przekroczyła 15 km, a głębokość osiągnęła 583 m. Nagrodę Dziennikarzy otrzymali z kolei Krzysztof Gutteter, Eliza Kugler, Paula Rettinger-Wietoszko, Krzysztof Podniesiński oraz Marta Żuchowska – za prezentację „Mustang. Tajemnice Królestwa Lo”. Nagrodę z wielką radością wręczył na scenie niżej podpisany, bo ekipa już kolejny rok z rzędu zyskała u dziennikarskiego jury wysokie oceny. Z kolei znany z łamów „n.p.m.” Grzegorz Gawlik na realizację projektu „100 wulkanów” otrzymał Nagrodę im. Andrzeja Zawady – 15 tys. zł – od prezydenta Gdyni.
Czy tegoroczna edycja Kolosów była najlepsza z dotychczasowych? To już subiektywna ocena każdego gościa i widza, ale na pewno zgromadziła ona największą liczbę podróżniczych gwiazd w historii. Trzy dni na Kolosach mogą stać się inspiracją dla każdego – bez względu na wiek, płeć i zasobność portfela. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.
Tomasz Cylka

-----

Fair Play za uratowanie życia

Latem ubiegłego roku Polacy, którzy atakowali Broad Peak, uratowali życie umierającemu Tajwańczykowi. Polski Komit­­­et Olimpijski uhonorował ich za to nagrodą Fair Play. Nic dziwnego, że na spotkaniu z Mariuszem Grudniem i Jerzym Natkańskim widzów nie zabrakło.
Góry wartości” to cykl spotkań, które organizuje w Warszawie stołeczne Centrum Myśli Jana Pawła II. W marcu z miłośnikami gór spotkali się kierownik wypraw i zdobywca Gaszerbrumu I oraz Broad Peaku Jerzy Natkański, a także ratownik górski i medyczny oraz uczestnik wypraw w Himalaje Mariusz Grudzień. Obaj latem ubiegłego roku byli uczestnikami wyprawy na Broad Peak, podczas której Polacy uratowali Tajwańczyka i zostali nagrodzeni dyplomem Fair Play w kategorii „Czyn Czystej Gry”. Spotkanie było więc kolejną okazją, by porozmawiać o tym, że w górach nie liczy się tylko ambicja i dążenie do zdobywania szczytów, ale przede wszystkim braterstwo i godne oraz odpowiedzialne i etyczne zachowanie zarówno względem siebie, jak i drugiego człowieka.
– Wcale nie jestem wielkim himalaistą, bo byłem dopiero dwa razy w górach najwyższych. Przede wszystkim zajmuję się ratownictwem górskim, ale Jurek zaprosił mnie na wyprawę, pojechałem na nią i zostałem od razu bohaterem narodowym – tłumaczył skromnie Mariusz Grudzień. – Nagroda była dla mnie bardzo miłą niespodzianką, ale nie dla nagród jeżdżę w góry. Jeżdżę, bo mieszkam w górach, bo je kocham i kiedy zdarzy się sytuacja, że będę mógł udzielić komuś pomocy, to bez zastanowienia to zrobię. To dla mnie naturalny odruch.
Natkański, który kierował wyprawą na Broad Peak, również uważa, że to, jak zachowali się polscy himalaiści, powinno być w górach standardem.
– Grzegorz Bielejec, Marek Chmielarski i Mariusz Grudzień zostali nagrodzeni za akcję ratowniczą w górach na wysokości ponad 7000 m n.p.m. – mówił Natkański. – Pomimo tego, że część z nich była już po działalności szczytowej, wyszli w górę, by pomóc Tajwańczykowi. Gdyby ta pomoc tam nie dotarła, to prawdopodobnie zostałby tam już na stałe.
– Cała akcja odbywała się mniej więcej na wysokości 7500 m n.p.m., gdzie przebywał poszkodowany. Nasz obóz trzeci był na 7100 m. To była moja pierwsza w życiu noc na takiej wysokości, ale na szczęście bardzo dobrze się czułem – opowiadał Grudzień.
W nocy z 22 na 23 lipca ub.r., gdy Marek Chmielarski, Piotr Tomala i Agnieszka Bielecka wrócili ze szczytu, uczestnicy wyprawy dowiedzieli się, że w obozie IV przebywa obywatel Tajwanu, który ma problemy zdrowotne i jest nieprzytomny.
– Jako ratownik górski, po prostu zacząłem się zbierać jak do zwykłej akcji, kiedy pracuję w górach. Marek też bez zastanowienia się ubrał i poszedł do obywateli Tajwanu, którzy przebywali niedaleko nas, aby spytać ich, co się dzieje. Potwierdzili, że ich partner znajduje się na górze i mają z nim problem, i nie mogą nawiązać z nim łączności. W ogóle nie było u nich łączności między bazą, obozem III i IV. W przypadku wypraw PZA taka sytuacja jest niedopuszczalna – dodaje Grudzień. Na pytanie skierowane do Tajwańczyków, czy pójdą z nimi, odmówili, ponieważ byli zmęczeni.
– Dali nam za to tlen – uśmiechał się Grudzień. Z przebywających wokół ponad 20 osób różnych nacji jedynie Polacy wyruszyli na pomoc Tajwańczykowi. – Miałem dobrych partnerów i wiedziałem, że jeżeli tam wyżej coś mi się stanie, to oni mnie nie zostawią. Najważniejsze jest to, że tworzyliśmy dobrą, zgraną ekipę i mogliśmy pomóc Tajwańczykowi. Przysięgałem nieść pomoc w górach i zrobiłem to, co mogłem zrobić – tłumaczył himalaista.
Jak wygląda akcja ratownicza w górach wysokich?
– Tak naprawdę próbujemy zrobić wszystko, by poszkodowany zszedł sam. Jeżeli nie ma odmrożonych kończyn, to podajemy mu lekarstwa i środki, aby stanął na nogi i próbował schodzić. W sytuacji awaryjnej staramy się wykorzystać wszystko, co mamy. Jednym słowem improwizujemy. Ratownictwo górskie opiera się na wykorzystywaniu tego, co ma się akurat pod ręką, a co może pomóc w ratowaniu. Jeżeli nie mamy ze sobą noszy, to warto użyć namiotów, karimat – mówił Mariusz Grudzień.
Jak zatem walczyć z egoizmem w górach? Jerzy Natkański wspomina o szkoleniach organizowanych przez Polski Związek Alpinizmu i dobrym przygotowaniu uczestników do wyprawy.
– Każda osoba wyruszająca na wyprawę w góry najwyższe powinna takie szkolenie przejść, aby później nie było sytuacji, że ktoś nie będzie umiał zrobić sobie lub koledze zastrzyku, który może uratować życie. Nieumiejętność wykonania podstawowych czynności wiąże się z tym, że partner tam w górze może już zostać na zawsze – przekonywał kierownik wyprawy na Broad Peak.
Natkański tłumaczył, że oprócz kursu medycznego uczestnicy wyprawy mają również szkolenie z obsługi radiotelefonu czy ćwiczenia z obsługi butli tlenowej. Ważne są takie szczegóły, jak zmienianie przepływu czy zakładanie maski. Pojawiają się też elementy psychologii, takie jak zarządzanie sytuacją kryzysową. Obaj himalaiści zgadzają się też, że zaufanie do uczestników wyprawy odgrywa znaczącą rolę.
– Trzeba wiedzieć, z kim się jedzie w góry. Dobrze wyruszać z ludźmi, których się zna i którym można zaufać. Udzielanie pierwszej pomocy jest jednym z najważniejszych elementów w turystyce górskiej, w alpinizmie czy himalaizmie, dlatego musimy być pewni partnera i tego, że w razie czego nam pomoże. Zawsze jeżdżę z takimi osobami, którym mogę zaufać – mówił Natkański.
Spotkanie nie obyło się również bez zabawnych anegdot. Czy himalaiści otrzymują w ramach podziękowania jakieś podarunki od poszkodowanych? Grudzień przyznał, że często po udanej akcji ratowniczej osoba, której udzielił pomocy, przychodzi na drugi dzień do niego i… wręcza butelkę alkoholu.
– Rzecz jasna, nie oczekuję prezentów od osób, którym udzieliłem pomocy. Ale czasem aż chciałoby się zapytać, co ja mam zrobić z tą wódką z samego rana. Już bardziej przydałoby się coś słodkiego do kawy – śmiał się Mariusz Grudzień.
Monika Czerwińska

----

Wygrała korona drzew
„W koronach drzew” – projekt autorstwa Marzeny i Krzysztofa Wystrachów – został zwycięzcą piątej edycji Memoriału im. Piotra Morawskiego „Miej Odwagę!”.
Do walki o zwycięstwo stanęły 83 wyprawy, na które oddano ponad 11 tys. głosów. Spośród 20 półfinalistów, którzy zdobyli największą liczbę głosów, kapituła nominowała trzy drużyny. To one podczas finału musiały na żywo przedstawić swoje projekty: „W koronach drzew” Marzeny i Krzysztofa Wystrachów, „Kamienne siekiery, uczta z owadów i tatuaż. Wyprawa szlakiem wymiany z terenów Una do Korowajów” Jakuba Urbańskiego, Anny Urbańskiej i Tomasza Madeja oraz „Rodzinne zdjęcie wyspiarzy” Piotra Kobzdeja i Jana Czarlewskiego.  Kapituła brała pod uwagę oryginalność, nowatorstwo oraz szansę na powodzenie wyprawy. Zdecydowanie przeważającą liczbą głosów wygrał projekt „W koronach drzew”. Dzięki wygranej w plebiscycie „Miej Odwagę!” Wystrachowie pojadą wspinać się na drzewa do boliwijskiej dżungli. Wykorzystując doświadczenie, odwagę i specjalistyczny sprzęt, będą wędrować tygodniami przez najmniej zbadane tereny tropikalnych lasów górskich na wysokości od 1000 do 3500 m n.p.m. Wspinanie się na tak wysokie drzewa, porośnięte gęsto epifitami, z paprociowymi platformami i oplecione lianami, ma dwa cele. Po pierwsze, podróżnicy chcą uwiecznić życie ich mieszkańców z perspektywy nieosiągalnej z ziemi. Dla niektórych gatunków będą to unikatowe fotografie w skali światowej! Po drugie, Wystrachowie liczą na rejestrację jeszcze nieznanych gatunków zwierząt. Życie w koronach drzew będą podglądać także w nocy i o świcie, gdy zwierzęta są najbardziej aktywne.
– Rozpiera nas radość, że wygraliśmy. Wysyłając zgłoszenie, braliśmy pod uwagę, że może uda się nam wygrać. Jednak ta myśl słabła z każdą ukazującą się na stronie plebiscytu wyprawą – mówi Marzena Wystrach. Główną nagrodą w Memoriale jest wsparcie finansowe Lotto Extreme oraz marki Regatta, która ubierze laureatów w techniczną odzież outdoorową.
RED

----

40 lat minęło jak jeden dzień
Mało jest w Polsce niegórskich miejsc, w których paradoksalnie można poczuć atmosferę, jaką znamy z niezwykłych spotkań na szlaku czy z klimatycznych schronisk. Jednym z nich jest na pewno Łódź, która w połowie marca na trzy dni staje się stolicą polskiej piosenki turystycznej, poezji śpiewanej i muzyki folkowej.
A wszystko za sprawą ponad 100 zapaleńców ze Studenckiego Klubu Turystycznego „Płazik”, Studenckiego Radia Żak Politechniki Łódzkiej oraz Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Łodzi, którzy już po raz 40. zorganizowali ogólnopolski Przegląd Piosenki Turystycznej „Yapa”. Przegląd wyjątkowy, bo za jego sprawą rzeczywiście można na chwilę poczuć klimat wielkich rajdów rodem z lat 70. i 80., na które masowo jeździli studenci.
Tegoroczny przegląd był wyjątkowy. Do Łodzi przyjechało około półtora tysiąca osób z całej Polski. Jeszcze więcej widzów zgromadziła transmisja online wszystkich czterech koncertów. Przed komputerami zasiadło ponad sześć tysięcy widzów. Wszyscy przez trzy dni nie tylko słuchali piosenek dobrze znanych i tych szukających dopiero miejsca w śpiewnikach turystycznych, ale przede wszystkim wspólnie śpiewali i razem się bawili. Na scenie 40. Yapy zagrało ponad 40 zespołów. Nie zabrakło tych, którzy przez lata tworzyli historię piosenki turystycznej – Grzmiącej Półlitrówy czy Adama Drąga. Na scenie pojawił się także Artur Andrus, który jak przed laty wystąpił w roli konferansjera. Ale Yapa to również młode zespoły, które z muzyką z dawnych lat nie mają wiele wspólnego poza jedną estetyką. O folkowe brzmienie zadbała Chwila Nieuwagi, a o dylanowski blues – Słodki Całus od Buby.
Niestety, podczas przeglądu dotarła smutna wiadomość o śmierci ikony Yapy, wieloletniego jurora i autora niezliczonych evergreenów – Andrzeja Koczewskiego. Organizatorzy zadedykowali mu cały sobotni koncert, a publiczność sama śpiewała jego piosenki.
Yapa to także konkurs, w którym i w tym roku zmierzyli się młodzi i początkujący wykonawcy. Najlepszy okazał się zespół Albo i Nie, który już wcześniej gościł między innymi na antenie radiowej Trójki. Drugą nagrodę otrzymała Zuzanna Moczek – studentka Uniwersytetu Łódzkiego, która poza niebanalnym repertuarem zaskoczyła wszystkich również wyjątkowym jak na scenę turystyczną instrumentarium, grając na pianinie i akordeonie. Zuzanna otrzymała też Nagrodę im. Małgorzaty Zwierzchowskiej, którą przyznali przyjaciele przedwcześnie zmarłej artystki, m.in. członkowie grupy Bez Jacka oraz Artur Andrus.
40. Yapa pokazała wyraźnie, że piosenka turystyczna trzyma się dobrze i nie brakuje jej amatorów. – Ta impreza przeżyje co najmniej kolejne 40 lat – zapowiadają organizatorzy.
RED

-------

Góry kształtują siłę charakteru
Po rocznej przerwie do Szczyrku powrócił festiwal Wondół Challenge. Miłośnicy gór dotarli pod Skrzyczne już po raz piąty.

W Szczyrku spotkali się pasjonaci gór, wspinaczki oraz ratownicy górscy i himalaiści. Frekwencja dopisała, bo na imprezie pojawiło się prawie 900 gości, a przecież trzeba pamiętać, że festiwal Wondół Challenge powrócił do kalendarza po rocznej przerwie. W programie oprócz spotkań ze wspinaczami i podróżnikami znalazł się m.in. tradycyjny bieg po górskich stokach. Dużym zainteresowaniem cieszyły się także dyskusja na temat sportów freeride’owych oraz pokazy ratownictwa górskiego z użyciem helikoptera.
Jednym z gości był Janusz Gołąb, jeden z najbardziej utytułowanych polskich himalaistów, członek legendarnego „Dream Teamu”. Razem z Jackiem Fluderem, ze Stanisławem Piecuchem, a później także z Grzegorzem Skorkiem w latach 90. Gołąb dokonał serii znakomitych wspinaczek, jak na przykład zimowego przejścia ściany Troll Wall w Norwegii czy pierwszego zimowego przejścia drogi Manitua na północnej ścianie Grandes Jorasses w masywie Mont Blanc. Na swoim koncie ma on również pierwsze polskie przejście drogi Piola-Ghilini na północnej ścianie Eigeru. Jest też pierwszym zimowym zdobywcą Gaszerbrumu I, na który wszedł razem z Adamem Bieleckim. W ub.r. wspinacz stanął na szczycie K2. Podczas panelu „Góry kształtują siłę charakteru” Gołąb mówił m.in. o pokonywaniu kolejnych etapów w drodze na szczyty. Opowiadał też o tym, jak pasja i miłość do gór budowały jego osobowość. Szacunek, zaufanie i siła charakteru to cechy, które jego zdaniem góry kształtują w człowieku.
Rekordową frekwencją cieszyły się też spotkania z Jackiem Berbeką i Jackiem Jawieniem. Gościem specjalnym imprezy był Aleksander Doba, który jako pierwszy kajakiem przepłynął Atlantyk i niedawno został wyróżniony tytułem Podróżnik Roku „National Geographic”.
RED

-------

Szaleni podróżnicy w Środzie Wielkopolskiej
Mała Środa Wlkp. też ma swój festiwal podróżniczy. Jego druga edycja odbyła się pod koniec marca.
Impreza w Środzie Wielkopolskiej nie ma jeszcze długiej tradycji. – Taki stosunkowo niewielki festiwal w małym mieście daje okazję, aby nie tylko zobaczyć świetną prelekcję, ale też poznać w ten sposób kawałek świata i bezpośrednio poznać podróżnika – mówi Grzegorz Posała, prezes Stowarzyszenia „Klub Szalonego Podróżnika”, pomysłodawca festiwalu. O statuetkę Klubu Szalonego Podróżnika rywalizowali podróżnicy przemierzający bardzo różne rejony świata. Ostatecznie festiwal wygrali Witold Palak i Dorota Wójcikowska, którzy przedstawili prezentację „Sześć miesięcy na Zielonym Osiołku, czyli od himalajskich przełęczy po plaże Południa”. Zielony Osiołek to motocykl służący jako środek komunikacji podróżnikom. Pokonali na nim ponad 7 tys. km, nieraz wystawiając się na niebezpieczeństwa czyhające na drogach w Indiach. Czym dla nich jest podróż? – Dla mnie podróż to wolność. Tutaj, w kraju, czuję się jak wilk w klatce, nie mogę za długo wytrzymać. Czuję, że tracę swój czas. Jestem szczęśliwy dopiero, jak wyjeżdżam. Podróżuję od 30 lat i dopiero w podróży czuję się dobrze – opowiada Witold Palak.
W tym roku jedną z atrakcji był lot awionetką, którą ufundował główny sponsor – firma Latajznami.eu. Festiwal wsparły także m.in. miasto Środa Wielkopolska, powiat średzki, MPECWiK oraz firma Decora.
Zbigniew Król


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też