Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | 14. Biwak Zimowy „n.p.m.”

Ale było epicko

NPM 4/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Bazylczuk
(fot. Grzegorz Stodolny, Magdalena Chlebowska)
Co chcieliście dostać pod choinkę, gdy byliście dziećmi? W moim przypadku były to klocki Lego albo łuk i pióropusz, ponieważ długo łudziłem się, że zostanę Indianinem. Tymczasem 13-letnia Jagoda wybrała wyjazd na Biwak Zimowy „n.p.m.”. Jej marzenie się spełniło. Podobnie jak prawie sto innych osób, z którymi spotkaliśmy się w Pasterce w Górach Stołowych.

Jagoda Hegenbarth, która przyjechała z tatą na koniec świata – bo tak mówi się o Pasterce – nie była wyjątkiem. Już od kilku lat tradycją każdej edycji Biwaku Zimowego „n.p.m.” jest to, że przyjeżdżają na niego całe rodziny. Zresztą z roku na rok jest coraz więcej rodziców, którzy chcą spędzić czas, doskonaląc górskie umiejętności i przy okazji zaszczepić w swoich latoroślach miłość do wędrowania po szlakach oraz wszystkiego, co się z tym łączy. I najwyraźniej odnoszą na tym polu sukcesy, ponieważ czternasta edycja naszej edukacyjnej imprezy pokazała, że mocno nietrafione są opinie krytyków grzmiących, że dzisiejszych dzieci nie interesuje nic poza konsolami i tabletami.

Niektórzy do nas wracają
Mało tego, niektóre rodziny do nas wracają. W tym gronie jest w tym roku 10-letnia Oliwka Ziontecka. To jej drugi wyjazd z „n.p.m.”, bo wcześniej uczestniczyła w majowej imprezie w tatrzańskiej Roztoce. Na pytanie, dlaczego pojawiła w Pasterce, z dziecięcą szczerością odpowiada bez wahania: – Mama mi kazała.
Na szczęście szybko okazuje się, że nie ma podstaw, by dzwonić do opieki społecznej ze skargą, bo dziewczynka po prostu się przekomarza. Taka już jest jej natura.
– Góry są wspaniałą, przepiękną pasją i bardzo bym chciała, by Oliwka po nich chodziła – zdradza Małgorzata Ziontecka, mama małej biwakowiczki, mającej już na koncie m.in. zdobycie Rysów.
Widać też, że 10-latka wie o himalaizmie znacznie więcej, niż można podejrzewać. Gdy dostrzega Leszka Cichego, wypytuje go o Jerzego Kukuczkę, Wandę Rutkiewicz, Ryszarda Pawłowskiego, Krzysztofa Wielickiego i innego legendy polskiego himalaizmu. Nazwiskami sypie jak z rękawa, a mnie jest trochę wstyd, gdyż w jej wieku tak dobrze znałem chyba tylko nazwiska koszykarzy Chicago Bulls. A co na to pierwszy zdobywca zimowego Everestu? Cierpliwie zaspokaja ciekawość Oliwki. Ma też interesujące spojrzenie na kwestię rodzinnych wypadów.
– Są dwa sposoby poznawania gór. Pierwszy to wejście razem z rodzicami, co może przerodzić się w pewien zwyczaj i zakończyć się wspinaczkami, a nawet himalajskimi zdobyczami albo po prostu turystycznym zacięciem. Druga możliwość to mój przykład. Po raz pierwszy w górach byłem w wieku 17 lat. Dopiero wtedy zobaczyłem Tatry – przyznaje Leszek Cichy.
Według niego rodzinne wyjazdy w góry pomagają szybciej i bardziej świadomie zgłębić ten rodzaj turystyki.
– Jeśli ktoś jeździł jako dziecko, to już na początku jest lepiej przygotowany, bo bierze przykład z rodziców. Takie przenoszenie wzorców na dzieci bardzo mi się podoba – podsumowuje pierwszy polski zdobywca Korony Ziemi.

Prelekcja przedłużona o godzinę
To właśnie takie chwile jak rozmowa Leszka z Oliwką sprawiają, że biwak jest niesamowitą imprezą. Pozwala bowiem spotkać, posłuchać i dotknąć zarówno żywych legend wspinania, jak i osób, które robią rzeczy może mniej wyczynowe, ale za to dostępne niemal każdemu miłośnikowi gór.
Przekonywał do tego choćby dziennikarz i podróżnik Krzysztof Story, autor przejścia Cape Wrath Trai w Szkocji oraz korsykańskiego GR 20, który nazywany jest najtrudniejszym szlakiem w Europie, choć według niego niesłusznie.
– Z pewnych względów przejście w Szkocji było trudniejsze, choćby z tego powodu, że nie prowadzi tam żaden znakowany szlak – mówi Story.
Opowieści Krzyśka słuchano z zapartym tchem, co zresztą nie dziwi, ponieważ jego poprzednia prezentacja o projekcie „Za drzwiami” została wyróżniona Nagrodą Dziennikarzy podczas gdyńskich Kolosów w 2018 roku. To najlepiej dowodzi, że Story nie tylko umie chodzić po górach, ale też świetnie o nich opowiadać.
Olbrzymie zainteresowanie wzbudził też Rafał Fronia, czyli uczestnik zimowej wyprawy na K2, którego dzienniki spod drugiej najwyższej góry globu stały się małymi perełkami literatury górskiej XXI wieku. Biwakowicze na żywo posłuchali opowieści, o których wcześniej tylko czytali. Dostali też szansę, by zadać mu mniej oczywiste pytania oraz dostać autograf na swoim egzemplarzu „Anatomii Góry”. Kolejka po podpisy była tak długa, że można by pomyśleć, iż do Pasterki zawitała gwiazda rocka. Fronia przedłużył swoją prelekcję o godzinę, ale śmiechu i oklasków było tyle, że grzech było mu przerywać.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też