Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Tatry

Adolf, Lenin i zew wampira

NPM 6/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Łukasz Kaźmierczak
Dolina Pięciu Stawów Polskich – rejon działania Sztegiera, psa „który chodził po górach” (FOT. ALBIN MARCINIAK)
Napisałem alfabet o Tatrach. Po czymś takim powinienem właściwie zadać sobie pytanie: Człowieku, czy Ty się na pewno dobrze czujesz? Choć może to najwyższy czas, by przestać się wreszcie oszukiwać i powtórzyć raczej za Birkenmajerem: „Tatry są moją chorobą psychiczną”.

Pisanie artykułu w formie alfabetu czy abecadła to właściwie dobrowolne proszenie się o guza. Bo przy tego rodzaju zabawach, zawsze komuś czegoś zabraknie. Albo przeciwnie – będzie można usłyszeć, że za dużo, zbyt kontrowersyjnie, nieobiektywnie i dziesiątki innych podobnych zarzutów. Trochę w myśl policyjnej formuły: „wszystko, co od tej pory powiesz, może zostać użyte przeciwko tobie”.

A jak Adolf – zaskoczeni? Fakt – alfabet zaczyna się z pozoru dość paskudnie. Od razu jednak wyjaśniam, że „mój” Adolf to kanonik kapituły spiskiej i prawdopodobnie pierwszy znany z nazwiska właściciel całkiem sporego kawałka Tatr. Ów zapewne wielce zacny i bogobojny kanonik w sobie tylko wiadomy sposób wyprosił od króla węgierskiego Andrzeja II w 1209 roku szmat ziemi na Spiszu, obejmujący, bagatela, część Tatr Wysokich od Doliny Staroleśnej aż po Dolinę Łomnicką wraz z otaczającymi je szczytami. Cóż, chciałoby się powiedzieć za Kmicicem: dalibóg, miło otrzymać taki legat.

B jak Bobkowszczyzna – symbol ceperskiego zła we wszelakiej postaci. Andrzej Bobkowski, w latach międzywojennych wiceminister komunikacji (a „przypadkiem” także szwagier prezydenta Mościckiego), był twórcą jeżących włos na głowie pomysłów na zagospodarowanie Tatr. Szkopuł w tym, że pan minister preferował turystykę wyłącznie w wersji „automobil, dancing i brydż”. Na szczęście udało się wcielić w życie jedynie trzy jego koncepty: hotel „górski” na Kalatówkach, kolejkę linową na Kasprowy Wierch oraz niebywale szpetną ceprostradę z Morskiego Oka na Szpiglasową Przełęcz. Gdyby jeszcze każda epoka nie miała swojego Bobkowskiego…

C jak cmentarz – a dokładnie Symboliczny Cmentarz Ofiar Tatr u stóp Osterwy. Przy tym haśle po prostu nie da się uniknąć patosu. Bo jeśli nie byłoby tego miejsca, to i tak ktoś musiałby je wymyślić: martwym ku pamięci, żywym ku przestrodze.
Dobra rada: jeśli los zaprowadzi Cię w pobliże Popradzkiego Stawu, nie spiesz się, nie pędź w kierunku Rysów czy Koprowego, raczej zwolnij, rozejrzyj się, zejdź ze szlaku.
W limbowym gaju pod Osterwą wśród pięknych detwiańskich krzyży i magii wielkich nazwisk masz bowiem szansę znaleźć odpowiedź na kilka nurtujących Cię pytań. A jeśli nawet Ci się to nie uda, tak czy owak wyjdziesz stamtąd już inny...


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też