Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Wydarzenia |

15 lat Kolosów

NPM 5/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Redakcja n.p.m.
Gdynia Arena wypełniona spragnionymi wrażeń widzami (FOT. ADRIAN LARISZ)
Wydawałoby się, że słoneczna pogoda może skłonić miłośników podróży do weekendowego wyjazdu albo przynajmniej do spacerów i rowerowych przejażdżek nad morzem. Nic z tego. Kolosy mają już taką markę, że trzeba było czekać ponad trzy godziny, żeby wejść do hali.

To była jubileuszowa, 15. edycja Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów. Wszystko się zaczęło w 2000 roku w Kopalni Soli w Wieliczce; potem były dwie edycje w Krakowie, aż wreszcie od 2002 roku impreza gości już w Gdyni – najpierw był to Teatr Miejski, później centrum handlowe Gemini, a od 2009 roku wielka hala widowiskowo-sportowa, nosząca dziś nazwę Gdynia Arena. Pokazy slajdów ogląda tu jednocześnie ponad 3,5 tys. widzów. I nikt nie ma już żadnych wątpliwości co do tego, że Kolosy to dziś największa impreza podróżnicza w Polsce. Jakie były jej najlepsze momenty?
– Kiedy Henryk Widera odbierał wyróżnienie. Stał na scenie wśród młodych ludzi i widziałem, jak go to niesamowicie cieszy. Albo kiedy załoga „Starego”, też na scenie, podrzucała na rękach Jacka Wacławskiego. W tym był autentyczny entuzjazm! Pamiętam też, gdy Stanisław Szwarc-Bronikowski dostał Super Kolosa. To był mój idol z młodości, więc uznałem, że to ja muszę mu wręczyć statuetkę. Ważyła z 10 kilo, a on wziął ją ode mnie jedną ręką. 90-letni facet – wspomina Janusz Janowski, pomysłodawca i organizator imprezy, w książce „Pokolenie Kolosów”. I dodaje:
– W ogóle to, że dzięki Kolosom poznałem takich ludzi, jak Kuczyński, Jacobson, Zawada. Szczerych, otwartych, bez zadęcia. Wielkiego formatu. Choćby tylko dlatego było warto – podkreśla.
W pierwszy weekend marca wręczono statuetki za 2013 rok. W górskiej kategorii „Alpinizm” triumfowali Marcin Tomaszewski i Marek Raganowicz – za wytyczenie linii „Bushido” na Great Trango Tower w Karakorum, będącej kontynuacją tworzenia nowych dróg na największych ścianach świata.
– Niech ta droga będzie także początkiem powrotu polskiego himalaizmu, nie tylko w Himalaje zimą, ale w Himalaje w ogóle, a także powrotu do wielkich ścian – życzył laureatom Leszek Cichy, himalaista i członek kapituły.
Wyróżnienie w tej kategorii zdobyli Przemysław Cholewa, Marcin Księżak, Jan Kuczera i Andrzej Sokołowski – za wytyczenie nowej drogi na zachodniej ścianie Tagveggen w dolinie Litledalen w Norwegii.
Wśród laureatów w innych kategoriach są także ci, którzy relacje ze swoich wypraw publikowali na łamach „n.p.m.”. Wyróżnienie za wyczyn roku zdobył między innymi Łukasz Supergan – za wyprawę „12 milionów kroków”. O jednym z fragmentów tego wyczynu – górskim przejściu Słowacji – przeczytacie na stronie 20. Z kolei Wojciech Stolarczyk, Krzysztof Mroszczak i Szymon Pietrowski o „Karpackim wyzwaniu” pisali w nrze 3/2014.
Tegorocznymi laureatami Nagrody im. Andrzeja Zawady zostali Grzegorz Gontarz, Szymon Gontarz i Piotr Zaśko. Otrzymali grant w wysokości 15 tys. zł, ufundowany przez prezydenta Gdyni na realizację wyprawy, której celem jest dokonanie pierwszego polskiego trawersu Antarktydy.
Mocnym górskim akcentem tegorocznych Kolosów była ponaddwugodzinna retrospektywa o „Złotej erze polskiego himalaizmu”. Prowadził ją prof. Andrzej Paczkowski – historyk, alpinista, przez siedem kadencji prezes Polskiego Związku Alpinizmu. Kolejne Kolosy jak zawsze w pierwszy weekend marca w Gdyni.
Tomasz Cylka

-----------------

Bielecki uzbierał 61 tys. zł, „n.p.m.” też pomógł

Kilka tygodni przed wyprawą na Kanczendzongę Adam Bielecki dowiedział się, że z finansowania wycofał się jeden ze sponsorów. Przyparty do muru poprosił o pomoc na stronie www.polakpotrafi.pl. Uzbierał ponad 61 tys. zł, cztery razy więcej, niż chciał.
Do wytyczenia nowej drogi w stylu alpejskim na Kanczendzongę (8586 m n.p.m.) zaprosił Bieleckiego kazachski wspinacz Denis Urubko. Kiedy wszystko było już zaklepane i himalaista mógł się skupić na treningu, dowiedział się, że zostaje bez 70 procent środków na wyprawę, bo sponsor się wycofał. 12 marca Bielecki poprosił o pomoc na stronie internetowej, gdzie tacy jak on szukają finansowego wsparcia dla swoich projektów. Chciał w ciągu dwóch tygodni uzbierać 15 tys. zł, a 30 tys. zł to było jego marzenie. Pierwszy cel zrealizował już po dwóch godzinach od ogłoszenia.
– Szaleństwo: dwie godziny i uzbierana minimalna kwota, jeszcze trochę i pojadę bez długów, a może nawet z nowym sprzętem. Dziękuję! Wzruszenie ogromne – pisał na Facebooku. Dzień później miał już wymarzone 30 tys. zł. – Nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje. Wiem, że na Was zawsze mogę liczyć! Dziękuję za wiarę, zaufanie i wsparcie. Teraz skupiam się na przygotowaniach – relacjonował Bielecki.
Ostatecznie po dwóch tygodniach miał na koncie 61 417 zł, czyli cztery razy więcej, niż chciał, i o 11 tys. więcej niż wynosi całkowity koszt udziału w wyprawie. Ludzie płacili na przykład po 10 zł za facebookowe podziękowanie, 50 zł za zdjęcie z autografem czy 100 zł za pocztówkę wysłaną z Nepalu. Tysiąc złotych kosztował kamień ze szczytu albo najwyższego punktu podczas wspinaczki, za 2 tys. zł poszła słynna kolorowa czapka (na zdjęciu), a za 5 tys. zł czekan, z którym zdobył Makalu, Gaszerbrum I i Broad Peak. W akcję włączył się także „n.p.m.”, płacąc 500 zł za dzień wspinaczki z Adamem w skałkach.
– Jestem wzruszony i wdzięczny. Wspinamy się z dala od stadionów, nie mamy publiczności. Sami mierzymy się ze swoimi lękami i trudami. A teraz poczułem to, co pewnie czuje piłkarz, gdy ma za sobą cały stadion kibiców – mówił Bielecki w wywiadzie dla off.sport.pl.
Kanczendzonga to trzeci co do wysokości szczyt Ziemi (8586 m n.p.m.). Na wierzchołku tym stanęło czworo himalaistów z Polski: Jerzy Kukuczka, Krzysztof Wielicki, Piotr Pustelnik i Kinga Baranowska. Obecny zespół tworzą oprócz Urubki i Bieleckiego Artiom Braun (Rosja) i Alex Txikon (Kraj Basków). Ekipa na akcję górską przewiduje 35 dni. Aklimatyzacja odbędzie się w klasycznym stylu wyprawowym na drodze wytyczonej w 1979 roku przez zespół: Doug Scott, Peter Boardman i Joe Tasker. Następnie wspinacze spróbują poprowadzić nową drogę w czystym stylu alpejskim w prawej części północnej ściany. Zejście odbędzie się drogą brytyjską.
RED

--------------

Pobiegli dla Tomka Kowalskiego

Tomek Kowalski razem z Maciejem Berbeką po zimowym zdobyciu Broad Peaku został na tej górze na zawsze. Przyjaciele Tomka zorganizowali Zimowy Ultramaraton Karkonoski jego imienia i zapowiadają, że będzie to impreza cykliczna.
Początek marca to czas rocznic wielkich sukcesów polskiego himalaizmu, ale także wielkich tragedii. 8 marca to data zakończenia zimowej wyprawy na Broad Peak w 2013 roku. Na górze na zawsze pozostali Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski. To właśnie tego dnia, w pierwszą rocznicę tragedii, odbył się Zimowy Ultramaraton Karkonoski imienia Tomka Kowalskiego. Organizacji biegu podjęły się Agnieszka Korpal – partnerka Tomka i Anna Kautz – jego wspólniczka z poznańskiego hostelu Poco Loco, który Tomek współtworzył. Wspierała ich rodzina, przyjaciele i znajomi. Wielu zawodników podkreślało, że to jeden z najlepiej zorganizowanych biegów, i do tego zimowy!
Od samego początku imprezy, czyli od odprawy dzień przed biegiem, czuło się wspaniałą atmosferę. Organizatorzy i zawodnicy obejrzeli film o Tomku. Rozśmieszył, rozbawił, wzruszył, ale przede wszystkim pokazał, jaki Tomek był – pełen pomysłów i energii. W sobotę, o godzinie 5, na starcie biegu stanęło 146 zawodników. Trasa początkowo wiodła zielonym szlakiem w stronę Kowar, a tam rozpoczynał się już konkretny bieg pod górę. Najpierw na przełęcz Okraj, potem na Kowarski Grzbiet, aż w końcu na sam szczyt Śnieżki (1603 m n.p.m.). Stąd każdy miał do pokonania oblodzony zbieg do Domu Śląskiego, gdzie na zawodników czekała zupa pomidorowa, herbata, owoce i ciastka. Następnie maratończycy, już z pełnym żołądkiem, biegli przez Słonecznik w kierunku Odrodzenia i dalej granicznym szlakiem nad Śnieżnymi Kotłami do schroniska na Hali Szrenickiej i w końcu w dół aż do Polany Jakuszyckiej. W sumie 52 kilometry z limitem czasowym 14 godzin. Pogoda od samego początku mocno sprzyjała i czasy były rewelacyjne. Pierwszy na mecie – Bartosz Gorczyca – uzyskał czas 4 godz. 34 min i 30 s. O świetnej organizacji i wymarzonych warunkach niech świadczy to, że bieg ukończyli wszyscy, którzy stawili się na starcie, w tym 20 kobiet! Ostatni na mecie przebiegł trasę w niecałe 10 godzin.
– Pod względem organizacyjnym I Zimowy Ultramaraton Karkonoski został dopięty na ostatni guzik. Pakiety startowe, odprawa, oznakowanie trasy, punkty odżywcze, logistyka, przepływ informacji, komunikacja – perfekcja w czystej postaci. Stworzyli to fantastyczni i kompetentni ludzie, dlatego dało się to odczuć w każdym detalu. Do tego wszystkiego fantastyczna atmosfera. Czapki z głów! Poprzeczka została zawieszona wysoko – i o to chodzi – mówi Filip Bojko, jeden z uczestników biegu, który uplasował się w połowie stawki, na 74. miejscu.
Kasia Wachowska, 59. w generalce i szósta kobieta, również podkreślała wyjątkowość tego maratonu: – Przyjechałam tu nie tylko, by sprawdzić siebie. Także dlatego, że ten ultarmaraton upamiętnia takiego niesamowitego człowieka, jakim był Tomek Kowalski.
Pierwszy Zimowy Ultramaraton Karkonoski przejdzie do historii z rezultatami, które ciężko będzie poprawić. Wszystko przez zimę, a raczej jej brak. Ale nie to jest najważniejsze. Tylko to, że dla Tomka będą już biegać co roku. Przemek Kowalski, brat Tomka, na dekoracji, gratulując zawodnikom, użył „epickiego powiedzenia Tomka”: – Odwaliliście kawał nikomu niepotrzebnej roboty. Myślimy, że jednak bardzo potrzebnej.
Elżbieta Rodowska, Witold Reszelski

-------------------------

Przepłyną Lenę kajakiem

Aż trudno w to uwierzyć, ale mija już pięć lat od tragicznej śmierci Piotra Morawskiego pod Dhaulagiri. Zapomnieć o nim nie pozwala między innymi jego żona Olga, która wpadła na pomysł memoriału „Miej odwagę!”, noszącego imię Piotrka.
Do czwartej edycji konkursu zgłoszono 126 projektów, na które w lutym można było głosować poprzez stronę www.miejodwage.pl. Głosy internautów zapewniły 20 projektom przejście do finału i szansę na wygraną. Wyboru zwycięzcy dokonała kapituła, która brała pod uwagę oryginalność, nowatorstwo oraz szansę na powodzenie wyprawy.
– W finale znalazły się pomysły ciekawe i często niekonwencjonalne, każdy wart zrealizowania. Ostateczny wybór zwycięzcy okazał się niezwykle trudny, bo każdy członek kapituły miał początkowo innych faworytów. Po długich obradach i ocenie wszystkich pomysłów wybraliśmy kajakową wyprawę w dorzecze syberyjskiej Leny – mówi Olga Morawska, pomysłodawczyni Memoriału.
Zwycięska wyprawa „Syberiada 2014. Z prądem Leny” to projekt autorstwa Katarzyny Kosarzyckiej, Piotra Rożka oraz Darka Dudzika. Celem wyprawy jest przepłynięcie kajakiem najdłuższej syberyjskiej rzeki Leny, od Gór Bajkalskich do miasta Jakuck, oraz eksploracja przepięknej i trudno dostępnej, tajemniczej krainy, przez którą płynie ta rzeka. Zwycięzcy chcą pokonać ok. 2660 km, odwiedzając po drodze okoliczne wioski oraz poznając kulturę i obyczaje ich mieszkańców. Pragną także odwiedzić wieś Wierszynę, zamieszkałą w całości przez Polonię, potomków polskich emigrantów z początku XIX wieku.
– Do tej pory tylko snuliśmy odległe plany wyprawy w dorzecze Leny, ale dzięki zwycięstwie w Memoriale im. Piotra Morawskiego „Miej odwagę!” nasze marzenie przeobraziło się w osiągalny cel. Teraz możemy nareszcie stawić czoła wyzwaniu – powiedziała Katarzyna Kosarzycka.
Główną nagrodą jest wsparcie finansowe firmy Lotto oraz marki Regatta, która ubierze laureatów w techniczną odzież outdoorową. Podczas memoriałowej gali zaprezentowana została także wystawa fotograficzna przedstawiająca dotychczasowe edycje konkursu oraz wyprawy zrealizowane przez laureatów. Będzie można ją obejrzeć w największych miastach Polski, a do 5 maja dostępna jest w holu głównym Wydawnictwa Agora (ul. Czerska 8/10) w Warszawie.
O ostatniej podróży Piotra Morawskiego na Dhaulagiri możecie przeczytać w tym numerze „n.p.m.” w rozmowie z Justyną Szepieniec na stronie 70.
RED


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też