Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Boom na książki górskie

100 tysięcy Michała Jagiełły

NPM 2/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Dorota Rakowicz
(fot. Grzegorz Stodolny)
100 tysięcy sprzedanych egzemplarzy „Wołania w górach” Michała Jagiełły robi wrażenie – nawet biorąc pod uwagę ponad 30 lat obecności książki na rynku. I choć dzisiaj możemy marzyć o nakładach mniejszych o 10 razy, to i tak kilkanaście nowych pozycji rocznie, liczne wznowienia oraz pierwszy konkurs na książkę górską roku – to wszystko przy obecnym stanie czytelnictwa w Polsce pozwala wierzyć, że literatura z górami w tle jeszcze nie umarła.

Na początku były góry. Nienazwane i nieznane. Doktor Wojciech Hamerski z Instytutu Filologii Polskiej UAM w Poznaniu, literaturoznawca i pasjonat gór: – W XVIII wieku góry mają wartość jako sentymentalna sceneria i najczęściej nie ma potrzeby uściślania, jakie to góry. Dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku autorzy zaczynają się interesować górami jako miejscem, które można przespacerować, zmierzyć i opisać. Jednym z głównych pionierów byłby tutaj oczywiście literat-naukowiec Stanisław Staszic, a w poezji Karpiński, Brodziński, Reklewski [poeci okresu sentymentalizmu – przyp. red.] i pierwszy z Tetmajerów. W ich poezji pojawiają się już nazwy topograficzne, takie najbardziej ogólne, jak Karpaty czy Krępak, dawna nazwa Łomnicy lub całych Tatr, a nawet Morskie Oko. Czytając ich wiersze, wiemy, gdzie rzecz się dzieje, przynajmniej mniej więcej – opowiada dr Hamerski.
Stanisława Staszica – geografa, geologa, pisarza i znawcę Tatr – jako twórcę polskiej literatury górskiej wskazuje również Wiesław A. Wójcik, dyrektor Centralnej Biblioteki Górskiej PTTK w Krakowie.
– Książka „O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski” Staszica, to była książka naukowa, ale zawierała jego spostrzeżenia dotyczące życia pośród górali czy jego wrażenia podczas wspinaczki na szczyty Tatr – wylicza dyrektor Wójcik. W zbiorach CBG można obecnie znaleźć prawie 32 tysiące książek, czasopism i map, w tym wiele cennych woluminów, jak chociażby dzieło Dawida Frölicha „Medulla geographiae practicae” z 1639 roku, zawierające najdawniejszy drukowany opis wycieczki w Tatry.
Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że od czasów Staszica czy Karpińskiego literatura górska przeszła całkowitą metamorfozę. Tak jak zmieniamy się my i nasze podejście do gór, tak też zmieniają się relacje kolejnych odkrywców i zdobywców.
– Seweryn Goszczyński [pisarz i poeta polskiego romantyzmu – przyp. red.] w „Dzienniku podróży do Tatrów” pyszni się ścieżkami, które dziś przechodzą rodzice z dziećmi, jak na przykład przejściem z Doliny Pięciu Stawów, przez Świstówkę i Opalony, do Morskiego Oka. Literatura doskonale odzwierciedla zmianę stylu chodzenia po górach – podkreśla dr Hamerski.

Jak dawniej o górach pisano
W 1956 roku książką „Zdobycie Mount Everestu” Johna Hunta Wydawnictwo Iskry zapoczątkowało serię „Naookoło Świata”. W trudnym dziś do zdobycia cyklu reportaży pojawiło się wiele książek poświęconych górom.
– W tym „Komin pokutników” Jana Długosza, „Moje góry” Waltera Bonattiego czy „W stronę Pysznej” Stanisława Zielińskiego – wylicza Roman Krukowski, znany wszystkim bywalcom festiwali górskich księgarz i antykwariusz. Jego zdaniem to jedne z kluczowych pozycji dla tamtego okresu literatury górskiej.
– Literatura górska była wówczas elementem okienka na świat za żelazną kurtyną. Wszystkie tego typu książki pokazywały świat niedostępny dla większości ludzi. Ta seria sprzedawała się fantastycznie, bo w kilkunastu tysiącach egzemplarzy, do tego kilkukrotne dodruki – wspomina dr Wiesław Uchański, prezes Wydawnictwa Iskry.
Anna Czerwińska, himalaistka, zdobywczyni Korony Ziemi i sześciu ośmiotysięczników, podkreśla, że były to też książki inne. Odkrywcze i bardzo skrupulatnie przygotowane. – Dawniej literatura górska dotyczyła z reguły bardzo ważnych wydarzeń, typu zdobycie Everestu czy wejście na K2. Opisywała milowe kroki w dziejach alpinizmu czy himalaizmu. Były to książki pisane z dużą pieczołowitością przez kierowników wypraw lub ludzi decyzyjnych, a informacje w nich się znajdujące były przemyślane i uporządkowane – podkreśla Czerwińska.
Himalaistka zwraca też uwagę, że kilkanaście lat temu dokładano większej staranności podczas redagowania książki. – Teraz zdarzają się naprawdę denerwujące literówki, błędy w tekście i druku. Widać lekkie niechlujstwo, które mi naprawdę przeszkadza – zwraca uwagę zdobywczyni Korony Ziemi.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też