Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

15.05.2017

Zginął największy, górski solista

Jarosław Tomaszewski
Ueli Steck (po prawej) z Danim Arnoldem (fot. Jarosław Tomaszewski)

Uli Steck zginął podczas wspinaczki na Nuptse w Himalajach. Prawdopodobnie poślizgnął się na wysokości powyżej 7000 m n.p.m. i spadł kilometr do podnóża góry. Choć tak naprawdę nie wiadomo, co się wydarzyło, ponieważ Ueli był sam. Bo zazwyczaj wspinał się solo. Przygotowywał się do kolejnego projektu – trawersu Mount Everestu i Lhotse.

Jest wrzesień 2015 roku. Przychodzę na umówiony wywiad z Uelim Steckiem i w drzwiach hotelu, gdzie mamy rozmawiać, wita mnie jedna z organizatorek Spotkań z Filmem Górskim w Zakopanem. – Przepraszam, ale jeszcze go nie ma. Poszedł biegać, lada moment wróci –tłumaczy mi w pośpiechu. Korzystając z chwili przeglądam jeszcze raz notatki, trzy razy sprawdzam, czy dyktafon działa. Stres jest ogromny, w końcu czeka mnie rozmowa z najlepszym wspinaczem naszych czasów.

Ueli dosłownie wbiega na naszą rozmowę. Wita się serdecznie i zaczyna od przeprosin za lekkie spóźnienie. – Bardzo chciałem zobaczyć Tatry i przebiec się chwilę. Byliśmy na Kopie Kondrackiej – zachwyca się, opowiadając w skrócie o swojej przebieżce.

Patrzę na zegarek. Jakieś półtorej godziny temu wychodził z hotelu, niewiele czasu mu to zatem zajęło. Dla mnie to trasa na standardowe kilka godzin. Zanim zdążę cokolwiek powiedzieć pyta z uśmiechem: – A tobie jak minął dzień?

Takiego go pamiętam z tej rozmowy – skromny, życzliwy i serdeczny, a swoimi dokonaniami mógłby obdzielić kilkunastu wspinaczy i wciąż ich życiorysy robiłyby wrażenie.

Ueli Steck urodził się i wychował w Szwajcarii. Ale mimo bliskości gór, gdy był młodym chłopakiem, uprawiał hokej. Dopiero potem przyszła pora na wspinaczkę. Ale i tak po odniesieniu wielu sukcesów w himalaizmie i alpinizmie, tak powiedział mi półtora roku temu: – Wspinaczka to nie profesja.

Dlatego z zawodu był cieślą. Ale jego przydomek „Swiss Machine” wziął się jednak od dokonań górskich. Wspinał się bardzo szybko, często solo – tak lubił najbardziej. Samotnie pokonał m.in. legendarną północną ścianę Eigeru i południową ścianę Annapurny w zaledwie 28 godzin, za który to wyczyn w 2014 roku dostał drugiego w swojej karierze Złotego Czekana – najważniejszą dla wspinaczy nagrodę przyznawaną za najwybitniejsze osiągnięcie danego roku. Pierwszy Złoty Czekan otrzymał razem z Simonem Anthamattenem za pierwsze przejście w stylu alpejskim, północnej ściany Tengkampoche w nepalskiej dolinie Khumbu. Jakby tego było mało w 2015 roku ukończył projekt przejścia wszystkich 82 alpejskich czterotysięczników w zaledwie 62 dni.

Jednak to Himalaje interesowały go najbardziej. Zdobył łącznie sześć ośmiotysięczników – wszystkie w stylu alpejskim. Na Sziszapangmę w 2011 roku wbiegł w 11 godzin. Tyle przeciętny turysta poświęca na przejście jednego, dłuższego szlaku w Tatrach.

W trakcie naszej rozmowy zapytałam go, czy myśli jeszcze o powrocie w Himalaje. Spoważniał i po chwili zastanowienia odpowiedział: – Tak, ale nie jest to łatwe, bo ludzie wciąż myślą o Annapurnie. Oczekują, że znów zrobię coś szybciej, że pobiję kolejny rekord. Tymczasem trzeba naprawdę chronić samego siebie. Nie czytam żadnych artykułów o sobie, by nie mieć poczucia, że naprawdę mogę wszystko, bo to jest niebezpieczne. Wcale nie jestem lepszy od innych wspinaczy. Owszem, miło słyszeć, że jest się dobrym, ale nie można się do tego przywiązywać. Dlatego chcę wrócić w Himalaje, ale chcę też chronić siebie – tłumaczył.

Bardzo żałuję, że mu się to nie udało. Ueli Steck prawdopodobnie poślizgnął się na wysokości powyżej 7000 m n.p.m. Na Nuptse przygotowywał się do trawersu wierzchołków Mount Everestu i Lhotse, co jest niespełnionym marzeniem himalaistów.       

Dorota Rakowicz

Zobacz aktualności

Brak powiązanych aktualności

Zobacz też