Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

12.04.2017

YAPA się zmienia, ale...

fot. Archiwum Yapy
(fot. fot. Archiwum Yapy)

Sala koncertowa wypełniona po brzegi. Na ciasnych ławkach siedzą upchnięci młodzi ludzie. Większość to studenci, którzy do Łodzi przyjeżdżają raz w roku i przez trzy dni nawet na moment nie opuszczają kampusu Politechniki Łódzkiej.

Historia Ogólnopolskiego Studenckiego Przeglądu Piosenki Turystycznej YAPA sięga 1974 roku. Większość osób, które tworzą teraz festiwal i co roku zasiadają na widowni, nie ma nawet najmniejszych szans tego pamiętać – oni urodzili się przecież w latach 80 i 90. Kiedy przychodzili na świat, YAPA była już wydarzeniem z dorobkiem, swoją historią i wierną publicznością. Jak to się zatem stało, że „staruszka” w ogóle się nie starzeje? Odpowiedź jest prosta: YAPA bez przerwy się zmienia i jest już zupełnie innym festiwalem niż w latach 80., a nawet innym niż 10 lat temu.

Piosenka studencka, poetycka i turystyczna też się zmieniła. Obraz barda w wyciągniętym swetrze, który na gitarze marki Delfi wygrywa nie zawsze czyste nuty do tekstów Stachury, jest już dawno nieprawdziwy. Dzisiaj festiwal studencki to setki metrów kabli, nowoczesna technika nagłośnieniowa, zespoły z kilkoma sekcjami, bogate aranżacje, transmisja na żywo do internetu, a także pliki mp3 i płyty CD, które coraz częściej zastępują śpiewniki. Jedno tylko pozostało bez zmian – szczerość i autentyczność. Artysta, który za bardzo skupia się na swoim wizerunku i kreowaniu siebie zamiast na muzyce, nie ma czego na Yapie szukać.

W tym roku organizatorzy łódzkiego przeglądu postanowili w sposób wyjątkowy uhonorować niedawnego noblistę – Boba Dylana. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak dużo piosenka turystyczna zawdzięcza Dylanowi, ile zespołów i artystów się nim inspiruje i korzysta z jego tekstów pełnymi garściami. Wszyscy mogli się o tym przekonać w trakcie sobotniego koncertu gwiazd, podczas którego każda z grup zaprezentowała przynajmniej kilka utworów Dylana. Niektórzy w oryginale, jak Mateusz Rulski-Bożek, a niektórzy we własnych przekładach – m.in. Apolinary Polek czy Sylwek Szweda ze swoim zespołem U Pana Boga za Piecem. Wyjątkowy koncert dała również Lubelska Federacja Bardów – fenomenalna formacja złożona z muzyków, którzy z powodzeniem sami wydają swoje autorskie płyty, a ich koncerty przyciągają rzesze publiczności. I być może w takim zestawie nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że wszyscy wymienieni artyści godzą się grać w Łodzi za darmo.

Jaki jest sekret współczesnej Yapy? To przede wszystkim ludzie, którzy o wiele bardziej niż swoją wygodę i splendor cenią spotkania z przyjaciółmi, muzykę i wspólnie spędzany czas. To właśnie dzięki temu w sali Yapy można poczuć wyjątkowy klimat, który jako jedyny nie zmienił się od ponad 40 lat.

Małgorzata Pawlikowska, YAPA

Zobacz aktualności

Zobacz też